Gdy słyszę, że dieta roślinna jest droga i wymaga sporych zasobów czasów, by ją ogarnąć, szlag mnie jasny trafia i krew nagła zalewa. Słucham takich ataków z purpurowym rumieńcem i wytrzeszczem przypominającym piłki pingpongowe. Zaklejam usta szerokim uśmiechem, ale tylko po to, by nie przerywać lawinowym, wulgarnym słowotokiem. Postaram się w kilku słowach ogarnąć ten temat. Faktem jest, że niektóre produkty są drogie, ale nie korzystamy z nich codziennie, dlatego w skali miesiąca, czy też roku ich koszt rozkłada się na drobne, które rozsypują się podczas ściągania spodni. Gdy planujemy zakupy, warto jest przemyśleć, jakie dania z nich nie zrobimy, by za chwile nie wyrzucać do kosza przegniłej ćwiartki kapusty, pół cebuli, czy też ziemniaka, z którego wyrasta irokez. Nic się nie może zmarnować. Gdy zbliża się koniec miesiąca, wystarczy że zerkniesz do lodówki, pojemnika z warzywami i wrzucisz wszystko do gara, dodając przyprawy. Potrawy z niczego lub tzw. „nawinie” (wrzucasz wszystko, co się nawinie) są najlepsze i odkrywają niespodziewane smaki. Nie wierzę, że w sezonie jesiennym nie znajdziemy kilku złociszy na opakowanie kotletów sojowych, które są tańsze od dyskontowego browara. Tak, tak ! Za chwilę się ktoś odezwie, że soja-sroja i GMO. Choć zdarza mnie się jeść soje w różnej postaci, jakoś cycki mi jeszcze nie urosły, choć z drugiej strony muszę sprawdzić. Dawno się nie przeglądałem w lustrze. Wymieniać bym tak mógł jeszcze przez kilka godzin, ale po co? Ludzie nie popadajmy w paranoję. Nasz posiłek nie musi wyglądać, jakby kosztował miliony monet. Wystarczy, że będzie smaczny, pożywny, wartościowy i będzie kreował uśmiech na twarzy. Wiem, że to jest temat rzeka, dlatego zachęcam do dywagacji i rozważań.
- 3 czerwone papryki,
- 2 cebule,
- 4 ząbki czosnku,
- 100 g kotletów sojowych,
- 2 łyżki sosu sojowego,
- 3 łyżki koncentratu pomidorowego,
- 1 łyżka musztardy sarepskiej,
- 4 ziarna ziela angielskiego,
- 5 liści laurowych,
- 1 łyżka majeranku,
- 1 łyżeczka tymianku,
- 6 ziaren jałowca,
- szczypta ostrej papryki chilli,
- pieprz,
- sól,
- olej do smażenia.

- Kotlety sojowe przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Można ugotować w bulionie/wodzie z dodatkiem przypraw, sosu sojowego, etc. etc…
- Warzywa kroimy w kostkę, paski, lub jakiekolwiek inne kształty, które nam odpowiadają. Ja postawiłem na paski.
- W garnku rozgrzewamy olej i smażymy cebulę wraz z liściem laurowym, rozgniecionymi ziarnami jałowca oraz zielem angielskim. Gdy cebula się zrumieni dodajemy czosnek.
- Wkładamy do garnka paprykę, oraz przyprawy i chwilę podsmażamy.
- Po około 5 minutach, dodajemy koncentrat, oraz około 1/2 szklanki wody i ugotowane wcześniej kotlety pokrojone w paski. Dusimy na małym ogniu do zmięknięcia papryki.
- Gdy papryka jest już miękka dodajemy musztardę i jeszcze przez chwilę pozostawiamy na gazie.

Jak widać powyższe dani nie jest niczym skomplikowanym i nie trzeba przeczytać tysiąca książek kulinarnych, by je przygotować. Na dobrą sprawę, wystarczy 30-40 minut żeby przyrządzić pyszny obiad, który będzie sycący i bardzo smaczny. Gulasz można podawać z kaszą, ryżem, makaron, lub jako samodzielne danie popychane świeżym pieczywem. Życzę wszystkim miłego dnia, oraz smacznego.




Przemysław Ignaszewski