Poznałem ją kilka lat temu w Internecie. Nie do końca wiedziałem jak wygląda, bo wszystkie zdjęcia, które od niej dostałem, były pięknie wyretuszowane, emanowały niesamowitym blaskiem, ale żadne z nich nie było oczywiste. Otoczka, którą wokół siebie wytworzyła, była jak wysoki mur, strzeżony przez tysiące krwiożerczych bestii, które każdą próbę przebicia odpierały atakiem. Niewiele o niej wiedziałem. W trakcie naszych rozmów próbowałem ją bliżej poznać, ale każde moje pytanie jakby się rozbijało w przestrzeni i nie docierało do adresatki. Przez chwilę czułem się jak koleś w barze, którego spławia dziewczyna po wyświechtanym tekście. Któregoś dnia, tak ostro rzeźbiłem rozmowę, że udało mi się poznać jej imię. Aubergine! Co to k*rwa za imię – pomyślałem. Skąd pochodzi, jakie ma korzenie? Otoczka, którą wytworzyła owa dama, stawała się coraz bardziej intrygująca, przez co moja ciekawość zaczęła skakać jak słupki equalizera w trakcie w trakcie odtwarzania kawałka drumm & bass. „Spotkajmy się” – napisałem. O dziwo zgodziła się i co było dla mnie nie lada zaskoczeniem, chciała to zrobić jak najszybciej. Już następnego dnia, czekałem na nią w ekskluzywnej restauracji. Zaczytany w menu, nawet nie spostrzegłem, że ktoś się do mnie przysiadł. Podniosłem wzrok, a na przeciwko mnie szczerzy się jakiś koleś i przedstawia się: „Siemasz Mordo, to ja jestem Aubergine”. Chyba jakiś żart, spodziewałem się pięknej egzotycznej piękności, a przysiada się do mnie jakiś Bakłażan. Choć moje zaskoczenie było przeogromne, zaczęliśmy rozmawiać, a co z tej rozmowy wynikło, można zobaczyć poniżej.







Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz