Są takie pomysły kulinarne, które rodzą się z rozsądku. Są takie, które powstają dokładnie wtedy, kiedy rozsądek wychodzi z kuchni i mówi: „radź sobie sam”.
Smażone lody zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii. Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, to pomysł jest kompletnie absurdalny. Lody – czyli coś, co z definicji powinno być zimne – trafiają nagle na gorący olej. Brzmi jak kulinarne samobójstwo.
Gdzieś kiedyś zobaczyłem, że ktoś robi coś takiego. Wspomnienie o tym zaczęło krążyć po głowie jak natrętna piosenka w radiu.
„A co by było gdyby spróbować?”
Zamrażarka – jest.
Mąka-jest.
Mleko – jest.
Bułka tarta – też się znajdzie.
Plan był prosty: zamrozić jeszcze bardziej, dobrze otulić chrupiącą panierką i na kilka sekund wrzucić w gorący tłuszcz.
Pierwsze próby?
Powiedzmy, że kuchnia przeżyła kilka momentów grozy. Kiedy w końcu się udało, efekt był dokładnie taki, jakiego można by oczekiwać po deserze, który trochę oszukuje fizykę.
Z zewnątrz chrupiąca, złota skorupka.
W środku zimne, kremowe lody.
Kontrast temperatur, który sprawia, że człowiek przez chwilę zastanawia się, czy to w ogóle powinno działać.
Jednak działa.
I to bardzo dobrze.
CZYTAJ WIĘCEJ







Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz