Spotkanie towarzyskie, które miało być zwykłą nasiadówką przy kawie, przerodziło się w suto zakrapianą imprezę. Mocno spragnione towarzystwo wlewało w siebie alkohol litrami, zwalniając tym samym hamulce. Nie chciałem interweniować, ani kończyć imprezy, gdyż sam się ostro wkręciłem w ten festiwal bzdur nasączony podnieceniem. Jedna z Pań postanowiła dostarczyć atrakcji męskiej części towarzystwa i zaczęła zrzucać swe odzienie. Na dworze nie było zimno, ale po każdej zrzucanej warstwie, pojawiała się kolejna. Wszędzie było czuć zapach jej perfum, który był tak intensywny, że po policzkach spływały łzy. Obejmując dwie soczyste damy, obserwowałem ten żenujący spektakl, ale nagle mój wzrok utkwił w najciemniejszym kącie pokoju. Dostrzegłem smutne spojrzenie i tryskający jak woda z fontanny żal. Odsunąłem się od słodkich dzierlatek, które kleiły się jak rzep psiego ogona i podszedłem do samotnej dziewczyny. Skóra jej twarzy była dziwnie pomarszczona, ale przez te pofałdowania można było dostrzec przedzierającą się radość i słodycz. Wiedziałem już, że nie wrócę do dziewcząt, które przed chwilą miałem ochotę schrupać. Pożądanie postanowiło zakotwiczyć właśnie w tym ciemnym narożniku. Postawiłem wszystko na jedną kartę i bezczelnie zaproponowałem jej loda. Ku mojemu zaskoczeniu zgodziła się bez wahania. Spędziłem cudowne chwile z perwersyjnie ponętną Suszoną Śliwką.





Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz