Zatłoczony klub i tysiące nieznajomych twarzy, które otoczone dymem papierosowym, przypominają nadszarpnięte zębem czasu hologramy. Za barem rządzi koleś z bujną blond fryzurą, która zdaje się pokłosiem nieudanej trwałej ondulacji. Szczerze mówiąc wygląda, jakby piorun strzelił w rabarbar. Zewsząd dochodzi muzyka, ale ze sceny co jakiś czas przebija się mocny, donośny głos, który już widać nie radzi sobie z melodią. Podejrzewam, że trudno będzie tu znaleźć wokalistę, który nie będzie ciął ucha, jak dźwięk styropianu w zetknięciu z szybą. Próbuję odnaleźć sobie zaciszne miejsce w kącie, by móc obserwować ten cyrk i otoczyć się płaszczem prywatności. Nie udaje się, to gdyż właśnie na scenę wdrapał się barman i swym przepitym głosem, zaczął wydawać z siebie dźwięki, które wydawały się połączeniem Slayera i Spice Girls. Próbuję to jakoś znieść, staram się zasłaniać uszy, ale za każdym razem, gdy na niego patrzę, w głowie szaleję ten piskliwy łomot. Zrywam się z krzesła, wyrywam mu mikrofon i zaczynam ładować najlepszy kawałek Halloween, jaki tylko znam. Co prawda słoń nadepnął mi na ucho, ale w moim odczuciu jestem o lata świetlne przed tym barowym wodzirejem. Gdy już rozkręciłem się na maksa i miałem przechodzić do następnego kawałka, nagle jakbym dostał fleszem po oczach. Szyję mi wygięło w tył, jakbym próbował zarzucić długimi włosami. Wiedziałem już, co się święci i tylko czekałem na komentarz…” Przemek, co Ty robisz z tym czosnkiem na środku pokoju o 2 w nocy”.
- 1 kalafior (ok. 700 g),
- 2 małe cebule,
- 3 ząbki czosnku,
- pieprz,
- sól,
- 1 pęczek świeżego koperku,
- 1 łyżka siemienia lnianego,
- 1 łyżka mąki pszennej,
- 1 łyżka bułki tartej,
- olej z pestek winogron.

- Kalafior gotujemy przez około 10 minut w lekko osolonej wodzie. Nie może być rozgotowany.
- Osuszamy nasze białe warzywo, rozgniatamy na miazgę, po czym odstawiamy do wystygnięcia.
- Na patelni z rozgrzanym olejem podsmażamy drobno pokrojoną cebulę i czosnek.
- Koperek drobno siekamy.
- Siemię lniane mielimy.
- Wrzucamy wszystko do jednej michy i dokładnie mieszamy.
- Z powstałej masy formujemy kotleciki i smażymy na mocno rozgrzanym oleju.
- Gdyby się okazało, że masa jest zbyt luźna można dorzucić odrobinę bułki tartej.





Przemysław Ignaszewski
Wyglądają cudownie! W przepisie jest 1 łyżka mąki pszennej ale nic o niej nie piszesz w instrukcji. Czy jest potrzebna tylko w punkcie 8 jak bułka tarta?
„jakby piorun strzelił w rabarbar” płakałam ze śmiechu.
Witam, kotleciki wyglafaja pysznie ale mam pytanie czy zamiast siemienia lnianego mozna uzyc nasion chia?
Siemię lniane pełni funkcje sklejacza…więc raczej jest konieczne