Będąc dzieckiem, bardzo często zajadałem się budyniem. Wachlarz smakowy był jednak bardzo ubogi. Wchodząc do sklepu PSS SPOŁEM, można było zobaczyć dwa podstawowe smaki: śmietankowy i czekoladowy. Szczęśliwcy mogli się też raczyć waniliowym, ale życie postanowiło zubożyć moje doznania smakowe i skrzętnie chowało przede mną ten rarytas. Wydawać by się mogło, że budyń to taki powiew szczęścia na talerzu i namiastka rozkoszy na podniebieniu. Oczywiście, wszystko się zgadza, jeśli w trakcie jedzenia na języku nie wyczujesz grudek. Tak, budyń to takie danie, które również można spier*olić. To prawie jak przypalenie wody w czajniku, ale wyobraźcie sobie dramat dziecka, któremu grudki w budyniu niszczą dzieciństwo. Od tamtych wydarzeń minęło już kilkadziesiąt lat i na szczęście nie muszę wybierać pomiędzy dwoma smakami. Zawsze na podorędziu jest kasza jaglana, z której mogę przyrządzić ulubiony deser. Jeśli mam ochotę na budyń bananowy, to go przyrządzam. Jeśli chcę ananasowy, również mogę to zrobić. Jeśli przyjdzie mi ochota na budyń o smaku aksamitki peruwiańskiej, nic nie jest w stanie powtrzymać tego zabiegu.










Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz