Za każdym razem, kiedy wstawiam potrawę, której nazewnictwo haczy o kuchnię tradycyjną, muszę się liczyć z tym, że za chwilę ktoś się przypierdoli. Podejrzewam, że w przypadku „flaków” z boczniaka będzie podobnie i rozpęta się gównoburza, nasączona ostrym spięciem odbytu. Zastanawiam się, czym się kierują osoby, atakujące kiełbasę, salceson, czy też inne pasztety. Może to Ministerstwo Obrony Mięsnej Tradycji wysyła swój „pokojowy” szwadron, by zaprowadzić ład i porządek w nazewnictwie. Być może Towarzystwo Miażdżenia Tolerancji wdraża w życie plan mieszania z błotem wszystkiego, co nie mieści się w encyklopedycznych, sztywnych kanonach. Kto wie, może to jakaś sekta, której hasłem przewodnim jest „przyjeb się, niech się dzieje!” , wyszukująca w necie terminów, które, choć w małym stopniu spełniają wymogi klasycznego przypierdolingu. Kimkolwiek by nie byli, mam w głębokim poważaniu Wasze protesty i wszczynanie awantur. Skoro nazwałem zrolowaną kaszę, kiełbasą, na pewno ich protesty nie zmienią tej nazwy. Tak chciałem i tak nazwałem! Jeśli zmielę orzechy i przyprawię je szczyptą chujwieczego, mogę je nazwać foie gras i nikt nie ma prawa wymuszać na mnie zmiany mej wizji. Moje gotowanie, moja interpretacja, moje nazewnictwo. Czy ten wpis jest kontrowersyjną formą zaczepki? Może tak, może nie! Jest na pewno formą sprzeciwu. Jeśli komuś nie pasuje, jak nazywam swe potrawy, najzwyczajniej w świecie, można wcisnąć przycisk „ZABLOKUJ”. Gdy mnie ktoś wkurwia, tak właśnie robię. Wszystkim, którym nie przeszkadza nazwa niżej opisanej potrawy, życzę smacznego.
- 500 g boczniaków.
- 1 słoik suszonych pomidorów w zalewie ( na słoiku było napisane 270 g),
- 1 cebula,
- 1 marchew,
- 1 pietruszka,
- 1/4 średniej wielkości selera,
- 2 ząbki czosnku,
- mała papryczka chilli
- 4 liście laurowe,
- 4 ziarna ziela angielskiego,
- 1 łyżka koncentratu pomidorowego,
- około 1,5 l gorącej wody (można zastąpić bulionem)
- 1 łyżeczka papryki wędzonej,
- 2 łyżki majeranku,
- szczypta gałki muszkatołowej,
- szczypta imbiru,
- pieprz,
- sól,

- Na rozgrzanej zalewie z suszonych pomidorów podsmażamy cebulę, czosnek, liść laurowy, ziele angielskie i papryczkę chilli.
- Warzywa (marchew, pietruszka, seler) kroimy w kostkę i dodajemy do cebuli wraz z suszonymi pomidorami pokrojonymi na mniejsze kawałki.
- Boczniaki kroimy w paski i dodajemy do garnka. Chwilę podsmażamy.
- Zalewamy wszystko wodą lub bulionem i dodajemy koncentrat pomidorowy. Delikatnie doprawiamy.
- Gotujemy przez około 20-30 minut. Sprawdzamy smak i dorzucamy przypraw jeśli potrzeba.
- Zapamiętajcie! Zupę podajemy gorącą. Nie letnią. Nie ciepłą. GORĄCĄ!




Przemysław Ignaszewski