Jest zimno. Przeszywający chłód wulgarnie wdziera się pod odzież i lubieżnie smaga moje ciało. Do domu zostało jeszcze kilka kilometrów, a ja zębami wybijam sobie nieregularny rytm biegu, skupiając się na tym, by nie odgryźć sobie języka. Myślami już jestem w domu i próbuję sobie przypomnieć, czy mam coś do jedzenia, co w tempie ekspresowym przywróci prawidłową temperaturę ciała. Choć moja czacha zaczyna parować, a zwoje w mózgu grzeją się jak opony na torze F1, za cholerę nie mogę sobie odtworzyć, czy zostało coś z wczorajszego obiadu, czy będę musiał gotować od podstaw. Pustka! Zarówno w mojej głowie jak i w kuchni, jak się okazało po wejściu do niej. Nie mam czasu na głębsze przemyślenia, ani na to, by zrzucić z siebie potreningowe odzienie. Każda minuta bez ciepłego posiłku wydaje się być wiecznością, więc muszę zasuwać jak gepard za antylopą. Bez głębszych przemyśleń, zbędnych ablucji, wrzucam do gara to, co mam pod ręką. Staram się robić kilka rzeczy jednocześnie, żeby nie przedłużać cierpienia. Jak dobrze, że w obliczu tragedii jakim jest zziębnięcie, człowiek potrafi działać na 1000%, bo po chwili już jadłem przepyszną zupę, która w fuzji z ostrą papryką rozgrzała mnie jak gorąca lawa. Długo będę o niej pamiętał, gdyż dobra zupa pali dwa razy.
- 1 cebula,
- 4 spore boczniaki,
- 4 pieczarki,
- 3 ząbki czosnku,
- 2 marchewki,
- 1 pietruszka,
- 1l bulionu,
- 2 płaty nori
- 100 g tofu wędzonego,
- ok. 50 g pasty miso,
- sok z połowy cytryny,
- olej do smażenia,
- pieprz,
- sól,
- sezam,
- makaron ryżowy.

- Na oleju podsmażamy boczniaki oraz pieczarki.
- Dodajemy do garnka pokrojoną w piórka cebulę i pokrojony w plastry czosnek.
- Żeby przyspieszyć cały proces, gotujemy makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
- Tofu wrzucamy na grilla lub podsmażamy (bez żadnych przypraw).
- Marchew i pietruszkę kroimy w plastry lub paski i podsmażamy wraz z boczniakami i pieczarkami.
- Po około 5 minutach dodajemy bulion. Wiem, że najlepszy jest taki esencjonalny, który jest gotowany przez kilka godzin, ale jeśli takiego nie mamy, możemy się posiłkować kostką warzywną lub koncentratem.
- Dodajemy rozdrobnione płaty nori i gotujemy do chwili, kiedy warzywa będą miękkie.
- Dodajemy pastę miso i na małym ogniu podgrzewamy. Pamiętajcie, że zagotowanie pasty miso pozbawia cennych, biologicznych, aktywnych bakterii.
- Na krótko przed ściągnięciem dodajemy sok z cytryny.
- Solenie raczej nie będzie potrzebne, gdyż pasta miso jest bardzo słona, ale śmiało można dodać pieprz i dorzucić do garnka ostrą papryczkę.





Przemysław Ignaszewski