Od kilku dni chodziły mi po głowie drożdżówki. Spacerowały tak intensywnie, że nawet w trakcie biegania, średnio co 200 metrów, przelatywał mi przed oczami słodki wypiek. Nie wiem, być może to efekt roladek, którymi się wczoraj raczyłem i obudziły we mnie tęsknotę za drożdżami. Dziś postanowiłem zrealizować swoje słodkie wizje i zabrałem się do przygotowania drożdżówek, które wybornym smakiem sponiewierają nawet najbardziej wymagające podniebienia. Pierwsze schody rozpoczęły się przy mące pszennej, której pozostało zaledwie 150 g. Zacząłem szperać i z ciemnego narożnika szafki wyciągnąłem zapomnianą pełnoziarnistą. Pierwsze schody pokonane. Zerkam do pojemnika z ksylitolem i co widzę? Bieda z nędzą, która postanowiła zostać mianownikiem sodomy i gomory. Z tego to ja słodyczy nie uzyskam – pomyślałem. Cóż, udało mi się zrzucić parę kilogramów, więc jeśli użyję odrobiny cukru, nie rozsadzi mi d*py do rozmiarów przypominających poniemiecki bunkier. Myślałem, że po otwarciu lodówki, stwierdzę brak drożdży, jednak ten asortyment okazał się występować z niezłym zapasem. Proces powstawania opisałem poniżej, ale jeśli miałbym opisać chwilę degustacji, musiałbym użyć dużo słów niecenzuralnych, przeplatanych westchnieniami.
CIASTO:
- 150 g mąki pszennej,
- 150 g mąki pszennej pełnoziarnistej
- 20 g drożdży,
- 150 ml ciepłej wody,
- 1 łyżeczka cukru,
- 2 łyżki ksylitolu,
- 1 łyżka przyprawy korzennej,
- 2 łyżki oliwy z oliwek,
- Do miseczki wrzucam drożdże, cukier, wlewam ciepłą wodę. Wszystko mieszam i odstawiam na chwilę w ciepłe miejsce, by drożdże „ruszyły”.
- Mieszam przyprawę korzenną z mąką i ksylitolem, wlewam do nich pracujące drożdże, oliwę i wyrabiam bardzo gładkie ciasto. Odstawiam pod przykryciem na około 30-45 minut do wyrośnięcia. Ciasto powinno zwiększyć swoją objętość co najmniej dwukrotnie.

NADZIENIE:
- 1 kostka tofu naturalnego (200g),
- sok z połowy cytryny,
- sok z połowy pomarańczy,
- 2 łyżki ksylitolu,
- 1 łyżka ekstraktu migdałowego,
- 4 łyżki powideł,
- Wszystkie składniki mieszamy ze sobą (oprócz powideł). W tym przypadku nie wykorzystywałem blendera, gdyż chciałem zachować strukturę tofu, która idealnie imituje twaróg. Tofu najlepiej pokruszyć w dłoniach i po dodaniu reszty składników, rozcierać dociskając do krawędzi miski.
- Gdy ciasto zwiększy swą objętość, wykładamy je na stolnicę lub blat podsypany mąką. Rozwałkowujemy na grubość około 3-4 mm, tworząc prostokąt.
- Na całej powierzchni rozprowadzamy powidła, po czym ponawiamy działanie rozprowadzając przygotowane tofu.
- Ciasto składamy wzdłuż krótszej krawędzi, tworząc około 10 cm zakładkę. Powtarzamy ten proces do całkowitego zamknięcia ciasta. Złożone ciasto kroimy na około 5-centymetrowe paski, które skręcamy jak spiralę i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
- Tak przygotowane drożdżówki smarujemy mlekiem roślinnym.
- Pieczemy przez około 20 minut w temperaturze 180 stopni (bez termoobiegu).

Jeśli ktoś chce dodać słodyczy, może wymieszać ksylitol lub cukier z sokiem z pomarańczy. Taką gotową mieszanką polewamy wystudzone drożdżówki.




Przemysław Ignaszewski