Próbowaliśmy się wzajemnie z Marcinem stopować, co skutkowało tym , że jeszcze bardziej przyspieszaliśmy. Do 60 kilometra, tempo nie spadało, tak jak też nie opuszczały nas humory i nie przestawał wiać zimny wiatr, który ostro dawał się we znaki. Pierwszy poważny i zarazem jedyny kryzys przyszedł w okolicy 73 kilometra i utrzymywał się przez około 7 kilometrów. Nieszczęsne biodro się odezwało i próbowało mi pokrzyżować plany,ale nie dałem się i zatrzymałem jedną z kursujących cały czas na trasie karetek ( Nie było problem dla organizatora zapewnić opiekę medyczną na najwyższym poziomie w każdym momencie biegu ) by skorzystać z zamrażacza. Sytuację udało się opanować i mogłem kontynuować bieg już bez większych przeszkód. Na ostatniej pętli, czyli na 85 kilometrze, postanowiliśmy poczekać za Agatą, która była tuż za nami i ukończyć bieg wspólnie z nią, przekraczając metę w tym samym momencie.
30 SUPERMARATON KALISIA
W piątkowe przedpołudnie wesoły pojazd pod kierownictwem KZK, wyrusza w kierunku Kalisza, gdzie wraz z Marcinem F. mam wziąć udział w ostatnich zawodach tego sezonu. Wybór padł na Supermaraton Kalisia, który nie ukrywam był niegdyś moim nieosiągalnym marzeniem startowym. Na miejscu spotkaliśmy się z Agatą i Tomaszem, który towarzyszył swojej małżonce w stukilometrowym debiucie i od tego momentu zaczęła się nasza przygoda 🙂
Plan był bardzo prosty i przejrzyście jasny : Nasza trójka ( Agata, Marcin, Przemek ) miała pokonać 100km, Madzia zajmować się serwisem, a Tomek oprawą fotograficzną. Wieczorem odbyliśmy niekoniecznie szybką odprawę techniczną w hotelowym pokoju i około 23:00 oddaliśmy się Morfeuszowi w objęcia. Sobota przywitała nas mroźnym, ciemnym porankiem i atrakcją w postaci skrobania szyb w samochodzie ( Madzia i jej płyta ). O godz. 5:40 przechadzaliśmy się w Blizanowie w okolicy szkoły, skąd miały nas zabrać autobusy do Jarantowa gdzie umiejscowiony był start biegu.
O godz. 6:30 wyruszyliśmy na trasę, nie wiedząc co nas czeka po drodze, gdyż nie biegaliśmy jeszcze w tej części Wielkopolski. Wraz z Marcinem wyrwaliśmy do przodu, Agata pognała swoim tempem, gdyż jak stwierdziła, musi zaczynać wolniej. Początkowe kilometry uciekały jak szalone, choć zakładaliśmy że pobiegniemy dużo wolniej.
Opisywanie naszego ostatniego 15 kilometrowego okrążenia, mogłoby trwać i trwać lub dla odmiany trwać, napiszę więc tylko, że wzajemne wspieranie się w tych chwilach daje więcej niż jakikolwiek wynik.
Ostatecznie bieg ukończyliśmy w fantastycznych humorach, szczęśliwi , choć nie ukrywam, że bardzo przemarznięci.
Podsumowując bieg chciałbym przede wszystkim podziękować wszystkim osobom, które były ze mną w tamtym dniu i przyczyniły się do spędzenia fantastycznego weekendu. Szczególne podziękowania dla Madzi i Tomka, którzy zajęli się naszym serwisem na najwyższym poziomie ( tylko pomarzyć o takiej ekipie medyczno – technicznej ). Dziękuję Agacie i Marcinowi, za to że towarzyszyliście mi w trakcie tego biegu, który był dla mnie wielka niewiadomą, z powodu szwankującego biodra. Dziękuję też wszystkim tym, którzy wspierali Nas słowem, myślą i na wszystkie inne sposoby. Serdeczne podziękowania dla tych, którzy mnie wspierali, a o ich istnieniu nic nie wiedziałem. Przy okazji chciałbym też chciałbym złożyć pokłony w stronę marki New Balance.
W końcu mam buty do biegania długodystansowego, które nie robią krzywdy i nie kaleczą moich stóp. Jeśli, ktoś z cięższych biegaczy (80 + ) długodystansowych będzie poszukiwał obuwia, które zapewni mu komfort i zadowolenie, z czystym sumieniem, bez wazeliny i wodotrysków mogę polecić model 1080 v4. Choć amortyzacja nie jest odczuwalna, tak jak w butach z łyżwą w logo, to w pełni spełnia swoje zadanie i jest na najwyższym poziomie.
Tak jak obiecałem, sobie i bliskim, przez kolejne 3 tygodnie NIE BIEGAM, totalna absencja biegowa, odpoczynek i pełna regeneracja, by z początkiem stycznia rozpocząć kolejny plan przygotowujący mnie do sezonu biegowego 2015.




.jpg)


Przemysław Ignaszewski