Po kilkumiesięcznej przerwie w pisaniu postów na stronę, zebrałem się w końcu do kupy i zaczynam pisać. Coś, co kiedyś sprawiało mi niesamowitą frajdę, nagle jakby umarło śmiercią naturalną i jak pękająca bańka mydlana, zniknęło z mojego życia. Śmierdzący leń-pewnie pomyśleli niektórzy-gotuje non stop, co jakiś czas wrzuca zajawkę z żarciem na fb i to wszystko. Nie zamierzam się bronić, nie zamierzam też boksować się z własnymi myślami, by wymyślić powód, który usatysfakcjonuje tłum spragnionych nowego żarcia. Tak, potwierdzam. Nie chciało mi się, nie miałem weny, sytuacja była napięta jak T-shirt w rozmiarze M na ciele strongmana. Takie tłumaczenie jest zdecydowanie prostsze i nie będę musiał bić piany, by roztrząsać rozległe dylematy życiowe. Wolę ten czas poświęcić na wymyślenie kolejnego tekstu, który zgarnąłby główną nagrodę na Festiwalu Bzdur. Swoją drogą, ciekawy jestem, jak wyglądałaby statuetka wręczana na takiej imprezie. Czy wraz z nią uzyskałbym jakiś tytuł? Dziwne myśli krążą mi po głowie. Nie będę teraz tego wizualizował. Kierując się w stronę brzegu, żeby nie pływać bezsensownie po morzu nasączonym słowem, chciałbym Wam coś oznajmić. Od teraz Wasze życie, nigdy już nie będzie takie samo. Nasączone będzie porównaniami z Wokulskim, Reymontem i Panem Heńkiem, który sprzedaje warzywa, podjeżdżając na rynek starym Tarpanem. Przyszedłem do Was z michą dobrego żarcia, mocniejszy niż kiedykolwiek. Wróciłem! …i jestem, w jakiej formie jeszcze nie byłem!








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz