Wiedziałem, że na mnie zerka. Choć byłem ubrany bardzo grubo, na skórze czułem jej bezwstydnie przemieszczający się wzrok. Wiem, że w takim momencie powinienem się oddalić, ale nie potrafię obojętnie przejść i choć na chwilę nie zawiesić wzroku na płci przeciwnej. Nie była jakoś wybitnie piękna, jakaś taka bez wyrazu, korpulentna, ale wraz z siedzącą obok niej koleżanką potrafiły wzbudzić we mnie, niezrozumiałe w tamtej chwili, zainteresowanie. Leżały rozłożone w pełnym słońcu, a ich rumiane lica błyszczały jak maska Ferrari po wyjeździe z Auto Spa. Szczerzyły się. Ich szerokie uśmiechy wprowadzały moje zainteresowanie na jeszcze wyższy level, więc postanowiłem zamienić z nimi kilka słów. Zanim zdołałem otworzyć usta, dwie Panie poderwały się z leżaków, chwyciły mnie pod ręce i zaczęły ciągnąć przed siebie. Nie wiem dlaczego, ale nie protestowałem. Nie potrafiłem nawet wydusić słowa, gdy się okazało, że ciągną mnie do mojego domu. „Co powiem żonie?” – pomyślałem. „Wyszedłem na kwadrans po zakupy, a przyprowadzają mnie do domu dwie przedstawicielki płci żeńskiej? Z tego już się nie wytłumaczę. Raz kozie śmierć” – mruknąłem pod nosem i przekroczyłem próg domu. Ku mojemu zaskoczeniu, zamiast dzikiej awantury, całą naszą trójcę przywitał szeroki uśmiech. Spodziewałem się tsunami i galopującego Armagedonu, a tu feta i fajerwerki, przeplatane euforycznym podnieceniem. Miło jest, gdy wracasz domu z paprykami i żona cieszy się wiedząc już co będzie na obiad.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz