Był środek nocy, kiedy ktoś zaczął się dobijać do drzwi wejściowych. Nie od razu załapałem, o co chodzi, bo wyrwany ze snu potrafię jedynie lekko unieść powieki, choć czasem i to nie do końca mi wychodzi. Pukanie (a raczej łomot) nie ustawało. Wiedziałem, że jeśli za chwilę się nie podniosę, będę miał poważne kłopoty w kamienicy. Zerwałem się na równe nogi i niczym wąż podpełzłem ku drzwiom. Otwieranie ich w środku nocy jest dla mnie jak układanie kostki Rubika z zawiązanymi oczami, ale musiałem sobie poradzić. Zupełnie nieświadomy, co czeka na mnie po drugiej stronie, wyszedłem na klatkę schodową. Nikogo nie zauważyłem. Stałem w samych bokserkach na środku korytarza i wyglądałem jak lunatyk, który obudził się w innym miejscu niż się spodziewał. Była druga w nocy, chciało mi się spać, więc wszedłem do domu. Tymczasem na kanapie rozłożył się nasączony fermentem jegomość. Choć pokój oświetlał tylko wpadający przez okno księżyc, poznałem go. To był on. Tempeh.
~ Vegenerata sposób na zdrowie. Biegaj, gotuj, chudnij.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz