Uwielbiam przebywać w kuchni, kombinować, mieszać, tworzyć, ale gdy na karku czuję presję czasu, potrafię zakląć tak, że uszy przewracają się na lewą stronę. Staram się nie wpadać w panikę i być opanowany jak Garri Kasparow w trakcie meczu szachowego, ale strasznie nie lubię, gdy jeden impuls burzy konstrukcję misternie ułożonego planu. Fakt, że mieszkanie za chwilę zaleje fala niespodziewanych gości w porze obiadowej, nie jest budujący, ale trzeba chwycić byka z rogi i spiąć pośladki do działania. W panice zaczynam przerzucać szufladę z ryżem, kaszami i wszelkiej maści sypkimi produktami. Gdyby w kuchni panowała ciemność, spadające ziarna by wyglądały jak deszcz meteorytów. Gdy docieram do dna szuflady, zauważyłem w narożniku nieśmiało wciśnięte płatki jaglane. Wiedziałem, że nie mam czasu na gotowanie kaszy, więc moje znalezisko wywołało u mnie uśmiech jak u Jokera. Niekiedy awaryjne sytuacje, są motorem napędowym kreatywności. Choć nie lubię taki stresujących sytuacji, staram się w nich dostrzegać same pozytywy.
- 500 g pieczarek,
- 2 cebule,
- 3 ząbki czosnku,
- 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego,
- 1 szklanka płatków jaglanych,
- 1 puszka ugotowanej białej fasoli,
- 2 łyżki majeranku,
- 1 łyżka tymianku,
- 1 łyżeczka wędzonej papryki,
- szczypta papryki ostrej,
- pieprz,
- sól,
- 3 ogórki kiszone,
- olej z pestek winogron.

- Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na oleju. Gdy się zrumieni, przekładamy ją na talerzyk.
- Pieczarki kroimy i smażymy do momentu odparowania płynu z pieczarek.
- Fasolę możemy użyć z puszki, ale jak ktoś dysponuje czasem, polecam użycie produkty przygotowanego przez siebie.
- Fasolę i pieczarki blendujemy.
- Ogórki ścieramy na tarce jarzynówce.
- Dorzucamy do masy podsmażoną cebulę, oraz pozostałe składniki. Gdy masa jest zbyt luźna dosypujemy płatków jaglanych. Dodawanie tego składnika zostawmy na koniec i wsypujmy powoli, by nie przesadzić z ilością. Masa też nie może przypominać kamiennej bryły.
- Formujemy małe kotlety i układamy na blaszce wyłożonej papierem.
- Pieczemy przez 40 minut (po 20 minutach przewracamy na drugą stronę) w temperaturze 180 stopni.

Jeśli ktoś lubi mocno zarumienione klopsy z chrupiącą skórką polecam je wrzucić na patelnię i podsmażyć w towarzystwie cebuli. W towarzystwie ziemniaków i młodej kapusty, potrafią ostro namieszać w kubkach smakowych. Życzę wszystkim udanego dnia, oraz smacznego.




Przemysław Ignaszewski