Wczoraj dotarło dotarło do mnie, że blog który utworzyłem by spisywać swoje spostrzeżenia żywieniowe i treningowe, przybrał formę stricte kulinarną. Nie ma się co czarować, gdy niespełna 7 miesięcy temu zrezygnowałem z jedzenia mięsa, nie wiedziałem co mam włożyć do ust. Jednak jakiś czas temu nastąpił wewnętrzny przełom, w mojej głowie pojawiło się tyle pomysłów kulinarnych, że nie sposób ich wszystkich ogarnąć. Myślę, że od dziś będę się starał dozować wszystkie nowinki i informacje równomiernie, przedstawiając swoje plany startowe jak i realizacje treningowe.
Moim najbliższym startem w kalendarzu biegowym jest Maraton Karkonoski. Nie mam wielkich oczekiwań jeśli chodzi o ten start, przybierze on raczej formę sprawdzianu. Nie brałem wcześniej udziału w biegach górskich, tak więc będzie to coś nowego i na pewno zweryfikuje moje predyspozycje do biegania w górach. Mój dzień treningowy podczas przygotowań do startów dzieli się na dwa elementy : „droga do pracy” i „droga z pracy”. Osoby, które biegają dystanse ultra wiedzą, że doba dla ultrasa jest zdecydowanie za krótka. Jeśli chcemy prawidłowo serwować regeneracje w postaci snu, trening trzeba tak zaplanować by można było po nim wypocząć 8-10 godzin. Pierwszy trening odbywa się oko godziny 5:00-6:00 i obejmuję około godzinę luźnego biegania lub 10 km w drodze do pracy. Trening drugi odbywa się 8 godzin później i trwa od 1,5 – 2,5 godz. ( 15-25km) i zazwyczaj przybiera formę zabawy biegowej czyli fartlek.
Dzisiejszy dzień rozpoczął się według wcześniej ustalonego schematu. Godz. 5:00 pobudka, szybka kawa no i w trasę.Czy można lepiej rozpocząć dzień? Pewnie, że można. Zamiast 10 km zawsze można zrobić 15 km 🙂 Uwielbiam biegać o świcie, patrzeć na tych wszystkich ludzi zaspanych, zmęczonych, patrzących z niedowierzaniem na mnie. To właśnie Ci ludzie uświadamiają mnie jak wielkim jestem szczęściarzem, jak wiele w życiu dokonałem dla siebie, ile wygrałem i potwierdzają ,że droga która wybrałem jest jedyną słuszną. Wierzę, że gdy codziennie będę ich mijał, pokazywał i eksponował swą radość, jakiś odsetek, pomyśli : „Skoro on się uśmiecha w biegu, to może i ja spróbuję”. Życzę wszystkim zaspanym by sie obudzili a niedowiarkom by w końcu w siebie uwierzyli.
O poranku , miejsca które wcześniej mijamy setki razy, przybierają inny wymiar – są jakby piękniejsze, bardziej wyraziste i zawierają w sobie odrobinę magii. Za każdym razem wyglądają inaczej i codziennie dostrzegamy w nich coś innego.
…ale nie samą radością człowiek żyje tak więc należało się posilić po porannym treningu.
W dniu dzisiejszym Szef Kuchni w postaci mojej skromnej osoby zaserwował kanapki z awokado, ogórkiem zielonym, pomidorem koktajlowym, rzodkiewką oraz własnej produkcji pastą tofu ( tofu, oliwa z oliwek, mleko sojowe, czosnek, sól,pieprz, papryka ).
Po takim poranku, już cały dzień można uznać, za udany 🙂

.jpg)


Przemysław Ignaszewski