W związku ze zbliżającym się biegiem 24-godzinnym miałem pójść machnąć kilka kilometrów. Traf chciał, że zanim chwyciłem ciuchy, by się przebrać, zacząłem przeglądać Instagram. Szukając w profilach sportowych kopniaka motywacyjnego do wyjścia, natrafiłem na zdjęcie z bloga True Taste Hunters. Ina bezczelnie przypomniała zeszłoroczny przepis na sernik z ciecierzycy. Nagle poczułem silny szczękościsk, zawirowania w głowie i zaczęło mną trząść jak reklamówką-żulówką na wietrze. Odrzuciłem telefon na 3 metry od siebie i zacząłem wymazywać ten obraz w pamięci. W przeciągu jednej sekundy pożałowałem, że niektórych rzeczy nie można „odzobaczyć”. Chciałem zapomnieć, myśleć o czymś innym, ale żaden nawet najobrzydliwszy obraz nie chciał przegonić tego smacznego cuda sprzed mych oczu. Chcąc nie chcąc, zacząłem powoli oswajać się z myślą, że chyba nie wyjdę na trening. Pokusa zjedzenia czegoś słodkiego była tak wielka, że po kilku minutach bujałem się po kuchni napędzany dźwiękiem blendera.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz