Czasem jest tak, że zanim wpadniesz do kuchni, masz w głowie ułożony plan i wydaje Ci się, że nic nie jest w stanie go zachwiać ani zburzyć. Jesteś przekonany, że pragnienia, jakimi się kierujesz, są jedynymi słusznymi, a składniki są idealnie dopasowane. Wszystko powinno grać jak w szwajcarskim zegarku, ale… No właśnie! Dzieje się czasem tak, że jeden impuls, dotyk, spojrzenie, sprawiają, że cały misterny plan rozpada się jak domek z kart. Niezachwiana wizja, nagle okazuje się założeniem, którego kruchość nie jest w stanie przetrwać potężnego uderzenia. W jednej sekundzie wszystko, co sobie zakładasz, rozpada się na milion kawałków i nie ma szans, by poskładać te niemożliwe do ułożenia puzzle. To jeden z tych momentów, w których nie załamujesz rąk w obliczu tragedii, która się właśnie dokonała. Stajesz z szeroko rozpostartymi ramionami, jak zwycięzca i z jeszcze większym impetem podejmujesz działanie. Czasem taki nieoczekiwany zwrot akcji, przynosi największe pokłady szczęścia. Tak też się stało tym razem, gdy podczas ślepego poszukiwania mąki, musnąłem opakowanie papieru ryżowego, schowanego głęboko w szufladzie. Drogie Panie, Przemili Panowie…przedstawiam sajgonki, które miały być pierogami.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz