Wracając z pracy do domu, bardzo często zatrzymuję się przy wiejskiej piekarni. Wodzony za nos zapachem świeżego chleba i bułek, nabywam drogą kupna gorące wypieki i pędzę do domu, by pochłonąć bułę, jeszcze przed jej wystygnięciem. Nie zważam na fakt, że w domu czeka na mnie niedokończony, wczorajszy chleb i czeka na wykończenie, które nigdy nie nadchodzi. Kilka dni temu ponownie poddałem się kuszącym aromatom, które wcisnęły hamulec w samochodzie i po raz kolejny wracałem do domu z plecakiem wypełnionym cudownym zapachem. Po wejściu do domu zacząłem tradycyjnie, przygotowywać sobie kanapkę, ale coś mnie powstrzymało. Kątem oka dostrzegłem chleb, który nieśmiało wysuwał się z papierowej torby. Widziałem jego smutne oblicze i przekaz wypełniony zrezygnowaniem. Wyglądał tak, jakby z jego aromatem uciekły wszystkie siły witalne. Spojrzałem na świeży produkt, który dzierżyłem w dłoni, po czym ponownie rzuciłem okiem w stronę chleba. Czynność tę powtórzyłem kilkukrotnie. Choć miałem wielką ochotę na tę przepyszną, podłużną, wypełnioną ziarnami bułkę, odłożyłem ją. Postanowiłem dać drugą szansę jegomościowi, który wczoraj stał na piedestale. Zdecydowałem zjeść czerstwy chleb.
- ok. 1/2 bochenka czerstwego chleba,
- 2 łyżki siemienia lnianego,
- 2 cebule,
- 3 ząbki czosnku,
- 1 łyżeczka papryki wędzonej,
- szczypta papryki ostrej,
- szczypta cząbru,
- 1 łyżka majeranku,
- szczypta pieprzu ziołowego,
- sól,
- bułka tarta,
- olej do smażenia.

- Czerstwy chleb rozdrabniamy na mniejsze kawałki i zalewamy wodą lub mlekiem roślinnym. Odstawiamy do całkowitego zmięknięcia.
- Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy wraz z czosnkiem. Nie muszą być zarumienione. Ważne, żeby się zeszkliły.
- Siemię lniane mielimy.
- Chleb odsączamy na sitku, dokładnie odciskając nadmiar płynu.
- Wszystkie składniki mieszamy ze sobą, tworząc zwartą masę.
- Z masy formujemy kotlety nieco większe niż włoski orzech i obtaczamy w bułce tartej, po czym je spłaszczamy.
- Smażymy na rozgrzanym oleju (to ważne, by się nie rozpadały) z obydwu stron.

Szczerze mówiąc zaskoczył mnie smak tych kotletów. Ważne jest, by użyć mocnych przypraw i odpowiednio kotlety zarumienić. Nie ukrywam, że najlepiej smakują następnego dnia po ponownym odgrzaniu, z sosem czosnkowo-koperkowym. Poleciałem nawet nieco po bandzie i przygotowałem sobie kanapkę z tym kotletem. Brzmi absurdalnie, ale chleb z chlebem też może nieźle smakować. Życzę udanej likwidacji czerstwego chleba.




Przemysław Ignaszewski