Jak bardzo elastyczna jest mąka z ciecierzycy, mogliśmy się przekonać niejednokrotnie w trakcie wykonywania omletów, kotletów, lub innych wegańskich tworów kulinarnych. Pamiętam moment, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z farinatą i uwierzyć nie mogłem, że z tak dziwnie smakującego miału, może wyjść cokolwiek, co będzie nadawało się do spożycia. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i od tamtej pory, trzymam w domu spory zapas zmielonych ziaren ciecierzycy. Po toskańskim placku, który ubarwiłem pomidorami i oliwkami, przyszedł czas na frittatę, w której równie dobrze sprawdziła się powyższa mąka. Jeśli potrzebowałem sklejacza do kotletów, lub zamiennika jajka, bez którego kilka lat temu nie wyobrażałem sobie panierki, ponownie z pomocną dłonią przybywały wcześniej wspomniane strąki.
Wczoraj gdy wróciłem do domu, nie miałem zbyt wiele czasu, by spędzić cały dzień przy garach. Niewielkim nakładem sił, postanowiłem poddać tuningowi, placek z Nicei, o pięknie brzmiącej nazwie Socca. Większość przepisów, wskazuje wykonanie na patelni, lub połączenie smażenia z podpiekaniem, ale jakoś to do mnie nie przemawiało. Wykorzystując elementy wrodzonej kombinacji, musiałem dorzucić coś od siebie, by nie było standardowo i smutno. Chciałem to zrobić po swojemu, prosto, smacznie i przejrzyście…jak zwykle.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz