Gdy wróciłem z pracy w domu panował straszny bałagan, a o ściany z prędkością światła odbijał się hałas. Nie spodziewałem się spokoju przed świętami, ale to co zobaczyłem przeszło ludzkie pojęcie. Gwar jak na ligowym meczu piłki nożnej. Zacząłem się przedzierać przez porozrzucane opakowania, sztućce i talerze, które zdawały się lewitować, by nie mieć styczności z panującym chaosem. Zanim dotarłem do epicentrum tej burzy, natrafiłem na beczkę kapusty w przedpokoju. Jakoś nie mogłem sobie przypomnieć bym cokolwiek kisił, a tym bardziej kapustę w tak zatrważającej ilości. Wkurzony jak ratlerek, który zobaczył listonosza, wpadłem do kuchni i zobaczyłem na blacie dyrygującą Kaszę Jaglaną. Stała jak dyktator przed zgromadzonym tłumem warzyw i flegmatycznie wygłaszała niezrozumiałe dla mnie frazesy. Wsłuchiwałem się jak sześciolatek w czytane przez rodzicielkę bajki Ezopa. Nie wiedziałem o co ten cały raban. Po szybkiej konsultacji z cebulą okazało się, że ktoś naopowiadał Jaglance, że nie zostanie zaproszona na Wigilię i zdenerwowała się tym faktem. Choć odwagi mi nie brakuje, znając histeryczne zapędy królowej kasz, nie śmiałbym jej pominąć. Jak się okazało w trakcie sprzątania, to seler imitujący rybę rozpuścił taką plotę, chełpiąc się faktem, że to on będzie królem na stole wigilijnym. Szaleństwo!








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz