Pisanie bloga strasznie uzależnia i czuję się źle, jeśli nie mam żadnej potrawy, którą mogę wstawić w godzinach porannych. Leżąc dziś rano w pokoju hotelowym, zacząłem szperać w telefonie by odkopać z tysięcy zdjęć coś co może Was zainteresować i wzbudzić euforię. Desperacko przelatując przez ciasta, wyroby garmażeryjne i setki zestawów obiadowych, wiedziałem że muszę coś znaleźć. Gdzieś pomiędzy wegańskim bezmięsnym wyrobem, a pieczarką, dostrzegłem boczniaka, który nie wiedzieć dlaczego schował się w kącie i nie wychylił się wcześniej. W jednej chwili zajarałem się jak emeryt nową promocją w Lidlu i wiedziałem, że to jest to czym można pozamiatać.
Pięknego dnia w trakcie zakupów, nie mając żadnej koncepcji wrzucam do koszyka tackę z Pleurotus ostreatus i dumnie zmierzam do domu. W głowie mam tysiąc pomysłów, miliony koncepcji, ale mam też świadomość, że większość konfiguracji już wylądowała we wcześniejszych wpisach. Rozglądam się po kuchni, szukając dodatku do grzyba i widzę flaszkę z grzańcem, na którego już nikt nie miał ochoty. Eksperyment? Dlaczego nie ! Jeśli nie pójdzie coś po mojej myśli, to zawsze mogę odstawić produkt finalny do segregatora, od spraw zbytecznych (czyt, kosza). Rozrzutność nie była konieczna, towar wjechał na bogato.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz