Niekiedy jest mi wstyd o tym wspominać, ale zanim przewróciłem swoje menu do góry nogami, wiele produktów omijałem, lub ich nie znałem. Gdy po raz pierwszy usłyszałem o ciecierzycy, myślałem że to jakieś włochate, przyjemne w dotyku zwierzę. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to może być coś do jedzenia. Bakłażana widywałem wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie miałem odwagi, by nawiązać z nim bliższą znajomość. Teraz gdy już wiem, z czym to się je, staram się go zapraszać do swojej kuchni jak najczęściej. Budzi on jednak we mnie skrajne emocje, gdyż nie do końca potrafię określić jego płeć i orientację. Są dni, gdy spotykam go w sklepie pod nazwą Oberżyna. W tym przypadku wszystko jest w należytym porządku. Jest to rodzaj żeński, piękne kształty, skóra tak przemiła w dotyku, że chciałoby się głaskać, ugniatać i wbijać w nią palce. Zdarza się jednak, że po kilku dniach to samo warzywo o kobiecych kształtach wyciętych z obrazu Rubensa, zamienia się w wulgarnie brzmiącego Bakłażana. Niby nic się nie dzieje. Ten sam kształt, to samo spojrzenie, nawet jego odzienie niczym nie odbiega od koleżanki Oberżyny. Jednak to już nie to samo. Ostatnio zacząłem więc szperać, czytać, wyszukiwać, by w końcu dowiedzieć się, jaka jest prawda. Już pierwsze wklepanie w przeglądarkę, rozwiało moje wątpliwości. Oberżyna, Bakłażan-to tylko pseudonimy artystyczne Psianki Podłużnej, która postanowiła ukryć przed światem swe prawdziwe dane.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz