Po obfitym śniadaniu, na które składały się koperkowe pancakes, byłem nakręcony i pobudzony, jakbym przed chwilą strzelił potrójne espresso. Musiałem jeszcze tylko ogarnąć wizytę u barbera, bo zaczęło mnie już irytować żucie wąsa, który pakował się do ust wraz z kanapką. W trakcie, gdy zarost nabierał przyjemniejszego wizualnie kształtu, rozmyślałem, jak mogę sobie uprzyjemnić dzień. No i wymyśliłem. Widziałem, że ten dzień musi być perfekcyjny, więc drodze powrotnej zahaczyłem o stragan warzywno-owocowy. Na pierwszy plan została wysunięta czerwona porzeczka, której kulki wyglądały jak czerwone korale opadające na obfity biust góralki. Pochłaniając tak kuszące kształty, wiedziałem już, że wpadłem jak śliwka w kompot. W locie dokonałem zakupu, bo jakikolwiek przestój mógł się skończyć niekontrolowanym ślinotokiem. Nie chciałem, by ktokolwiek widział mnie w takim stanie. Do domu gnałem jak szalony, nie zwracając na nic. Trzy razy się potknąłem i choć spadałem na twarz, wolałem chronić owoce, niż zamortyzować upadek. Gdy stanąłem przed drzwiami mieszkania, wyglądałem jak po pocałunku z rozpędzonym Jelczem. Uśmiech mi jednak z twarzy nie schodził, bo wiedziałem, że za chwilę w moich ustach rozleje się owocowa świeżość.
SPÓD:
- 1 puszka ugotowanej ciecierzycy,
- 1 szklanka płatków orkiszowych,
- 1 szklanka daktyli,
- 1 łyżka oleju kokosowego nierafinowanego,
- 1 łyżka ekstraktu waniliowego,
- sok z połowy cytryny.

- Wszystkie składniki wrzucamy do malaksera i miksujemy na gładką masę. Gdy nie dysponujecie malakserem lub blenderem o dużej mocy, koniecznie wcześniej namoczcie daktyle.
- Masę wykładamy do tortownicy (26 cm) i formujemy z niej spód.
- Odstawiamy do zamrażalnika.

MASA:
- 1/2 kg czerwonej porzeczki,
- 3 łyżki erytrytolu (może być ksylitol, lub jeśli komuś to nie przeszkadza, po prostu cukier),
- 2 mleczka kokosowe (używamy tylko stałej części),
- 1 płaska łyżeczka agaru,
- 4 łyżki mleka sojowego w proszku.
- Stałą część mleczka kokosowego rozpuszczamy w garnku.
- Dosypujemy mleko sojowe w proszku i mieszamy tak by nie powstały grudki.
- Gdy mleczko zacznie się gotować, dodajemy agar, rozpuszczony w niewielkiej ilości wody. (Dodałem go by zyskać na czasie, zależało mi na zjedzeniu ciasta jeszcze tego samego dnia).
- Porzeczki myjemy, obieramy i wykładamy na spód wyciągnięty z lodówki (zostawiamy kilka by położyć na wierzchu).
- Mleko po lekkim wystudzeniu, wylewamy na ciasto, układamy na nim porzeczki, po czym odstawiamy na kilka godzin do lodówki.

Ciasto prezentuje się wyśmienicie, a przy tym nie rozwala kubków smakowych przesadną słodkością. Kwaśność porzeczki sprawa, że smak jest bardzo orzeźwiający i można pochłonąć kilka kawałków ciasta pod rząd. Życzę udanego weekendu, oraz smacznego 🙂




Przemysław Ignaszewski