Niekiedy mam wrażenie, że moje wszystkie pokłady kreatywnego myślenia zostały zużyte w 100%. Jadąc z pracy, staram się wymyślić jakiś posiłek, który przyrządzę po powrocie, ale nic z tego nie wychodzi. Szukam inspiracji w internecie, ale trudno jest znaleźć coś, jeśli nie mam pojęcia, co chcę znaleźć. Przecież nie wpiszę w przeglądarkę -„na co ma ochotę Przemek?” Z drugiej strony nie próbowałem jeszcze takiego manewru. Być może spotka mnie miła niespodzianka. Ok, przyznam się, przed chwilą wpisałem i wyskoczyło mi streszczenie odcinka serialu „Na dobre i na złe”. Cytuję -„Na dobre i na złe. Przemek kocha Olę, ale ma ochotę na Zuzę” Obiecuję, że już więcej nie będę sprawdzał, na co ochotę ma Przemek. Lekko odbiegłem od tematu, więc muszę się ogarnąć. Przemierzałem tak 70 km do domu, no i nic nie wymyśliłem. Moje myśli, cały czas krążyły wokół jedzenia. Były zakręcone jak słoik z dżemem, zakupiony na bazarze od Pani Jadzi. Za cholerę nie mogłem ich otworzyć i skierować na właściwy tor. Zrezygnowany wszedłem do mieszkania i już chciałem sobie przygotować kanapkę z resztką pasty „makrelowej”, ale gdy otworzyłem lodówkę, olśniło mnie. Z dolnej szuflady zerkała na mnie papryka, z górnej półki szyderczo uśmiechało się mocno uwędzone tofu. Moją twarz oblał rumieniec, a usta wygięły się w półksiężyc skierowany ku górze. Gdyby ktoś mi w tym momencie zrobił zdjęcie, na pewno zrobiłbym karierę jako bohater mema, krążącego w sieci.






FARSZ:



Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz