- 500 g mąki pszennej + mąka do podsypania blatu( uwielbiam Francę ),
- 30 g świeżych drożdży,
- 300 ml wody,
- 10 łyżek oleju rzepakowego,
- 2 łyżeczki cukru,
- szczypta soli.
- powidła, dżem, twaróg,budyń ( wszystko co nadaje się do wnętrza pączka ),
- cukier puder trzcinowy.
- Drożdże rozrabiamy z cukrem wraz z 300 ml letniej wody i odstawiamy by „ruszyły”.
- Mąkę mieszamy z solą.
- Mieszamy mąkę z drożdżami i olejem.
- Ciasto wyciągamy na blat podsypany mąką. W tym momencie konsystencja jeszcze nie przypomina idealnego ciasta, ale kilka minut wyrabiania w mące, powinno załatwić sprawę. Ciasto powinno być elastyczne i nie kleić się do rąk. Wrzucamy nasz mączny wyrób ponownie do miski i odstawiamy na około 30 minut w ciepłe miejsce do wyrobienia.
- Gdy ciasto podwoi swoją objętość, odcinamy kawałek i wałkujemy ( grubość ok. 3 mm ) na duży prostokąt ( Ciasto musi być lekko wilgotne. Jeśli będzie zbyt dużo mąki, będzie się rozwarstwiać w trakcie pieczenia ). Na połowie wyznaczamy sobie koła o średnicy 7cm i na środku układamy powidła. Przykrywamy drugą połową ciasta, ugniatamy wokół „powidłowego wzgórka” i wycinamy okrągły placek. Nasze pączki ( na tym etapie jeszcze nie wyglądają ciekawie, sa jakieś takie płaskie ) układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, smarujemy delikatnie olejem na wierzchu i przez 10 minut pieczemy ( góra-dół ) w temperaturze 220 stopni. Pierwszy moment po wyciągnięciu SZOK, pączki są lekko twarde, po chwili robią się delikatnie miękkie. Po lekkim przestudzeniu posypujemy cukrem pudrem lub polewamy lukrem.
To pierwsza wersja, która dla niektórych może być delikatnym zaskoczeniem i alternatywą, jeśli tłuszcz jest Waszym wrogiem. W tym przypadku produkcja pączka jest bardzo prosta i nie powinna być dla nikogo większym problemem. Wycinamy koła o średnicy 7 cm na środku układamy nasze powidła, formujemy pączki, po czym odkładamy na około kwadrans by lekko podrosły. Wrzucamy do mocno rozgrzanego oleju, obsmażamy po kilkanaście sekund z każdej strony, po wyciągnięciu układamy na ręczniku papierowym, by się pozbyć nadmiaru tłuszczu. Po lekkim wystudzeniu, tak jak w przypadku pieczonych, smażone pączki posypujemy cukrem pudrem lub polewamy lukrem.
No cóż moi Drodzy. Nie ma co się rozpisywać by zachwalać powyższe produkty. Każdy z Was zna ten smak i wie ile radości potrafi sprawić przy porannej kawie. Nie myślcie już o śniadaniu, obiedzie… czas zakasać rękawy i zabrać się do produkcji pączków ! Dzień dobry 🙂




Przemysław Ignaszewski
A drożdże świeże czy instant?
Ile pączków wychodzi z jednej porcji ciasta? :))
Pączki, naprawdę? 😀 z pączków najbardziej smakuje mi konfitura ze zbieranych w słoneczku, płatków róży do tego filiżanka gorącej herbatki z czystka 🙂
Pytałam dziś Przemka na fb i powiedział że około 30
a drożdże oczywiscie świeże 🙂
robię. Właśnie jestem w trakcie. Zjadłam już dwa sklepowe, klasyczne, tłuściutkie, słodkie i z taką ilością wkładki w środku, że leciało mi po rękach!
Ale już rośnie ciasto. Na pączusie z piekarnika. To mój pierwszy raz 😀 Będą z dżemem różanym i jagodami. Dziś też już zaplanowany trening wieczorem. Interwały 😀
Cześć
Zrobiłam pączki z twojego przepisu i są przepyszne. Tych z oleju nigdy nie lubiłam ale te z piekarnika wyprobowałam i są super, zwłaszcza z dżemem truskawkowym.Dzięki za przepis na pewno inne też wypróbuję?
Znowu tłusty czwartek zbliża się wielkimi krokami 😉
Mam pytanie do osób, które testowały już pączki… Czy następnego dnia są jadalne? Bo „sklepowe” to wiem, że niebardzo…
Ewentualnie jakieś rady odnośnie przechowywania?
Chciałabym upiec je w środę, a w czwartek dać mężowi do pracy, i potem porozwozić po znajomych/rodzinie… Da radę..?
Czy raczej powinnam piec/smażyć w nocy…?