Wczoraj się przekonałem , że lubię biegać po otwartych przestrzeniach, w pełnym słońcu, lubię się upodlić biegowo i czuć jak mi pot zjeżdża po tyłku. Czy to już choroba?? Czy powinienem się już leczyć??? Jedno jest pewne, można czerpać radość z każdego biegania , przy każdej pogodzie i o każdej porze. Wystarczy albo odpowiednio przygotować swój organizm, albo tak zaplanować trasę by po drodze było jak najwięcej punktów serwisowych. Najbardziej w swoich treningach biegowych lubię to, że sam jestem dla siebie zawodnikiem, trenerem, serwisantem i wszystkim tym czego potrzeba mi do pozyskania tych paru chwil wolności. Jeśli mam ochotę biegnę w prawo, jeśli nie mam ochoty ..też niekiedy biegnę w prawo, jeśli chce mi się pić..pije, jeśli coś mi się nie podoba w moim treningu , spuszczam sobie solidny łot w myślach. Jestem sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem i cholernie dobrze mi z tym.
Dziś kolejny trening poranny z serii dwufazowych poczynań biegowych. Poranny odmulacz- tak właśnie nazywam bieganie przed pracą, dzięki któremu baterie mam na full aż do wieczora. Po bieganiu oczywiście musiało wjechać śniadanie. Dziś po raz kolejny twór na bazie tofu (!) Pokruszyłem do blendera cała kostkę tofu (oczywiście z Biedronki) wrzuciłem kilkanaście czarnych oliwek, dodałem kilka liści bazylii i 2 ząbki czosnku. wlałem odrobinę oliwy z oliwek, doprawiłem i wyszła z tego całkiem niezła pasta do smarowania pieczywa 🙂 Najlepiej wchodzi podana na pieczywie pełnoziarnistym, przegryzana awokado i pomidorami koktajlowymi :)SZALEŃSTWO ! 🙂


.jpg)
.jpg)




Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz