W trakcie sobotnich warsztatów, obiecałem jednej z uczestniczek, że w poniedziałek zaprezentuje jakieś danie z dynią. Opętany przez przeziębienie, które męczyło mnie od kilku dni, chciałem iść na skróty i machnąć kompot dyniowy, który będzie podróżą do smaków z domu rodzinnego. Plan się jednak nie powiódł i pierwotne założenie, trafiło do poczekalni, gdzie będzie musiało ustawić się w kolejce, za ambitniejszymi pomysłami. Siłą rzeczy, coś trzeba było zrobić z pękatą Koleżanką, która nadmuchana jak balon przybierała rozmiary Okrąglaka w Poznaniu. Choć obok niej też leżała ogromna Cukinia i wypolerowany jak lakierki komunijne Bakłażan, to właśnie ta pomarańczowa kula wybijała się na pierwszy plan. Mogłem uderzyć w klasyczny model Pumpkin Pie, ale to już było i co najwyżej mogę odgrzać post w natłoku pracy, ale nie wykonywać ponownie, gdy głowa ocieka pomysłami. Po szybkim rekonesansie koszykowo – lodówkowym, dzięki zasobom zgromadzonym przez cały tydzień, do głowy wleciał pomysł i jak huragan zaczął podrywać myśli. Zabrałem się do pracy i wraz z Dynią, z kosza poderwała się pękata dama, o gruszkowatej budowie ciała. Dziwnie się uśmiechała i napierała na mnie jak akwizytor na klamkę. Broniłem się, odpychałem, ale dałem się wciągnąć w przelotny, kilkusekundowy romans. Zanim się zorientowałem, o co w tym wszystkim chodzi, do lodówki wstawiałem ciasto, w której pływała Gruszka o imieniu Konferencja.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz