Choć to, co za chwilę napiszę, nie będzie zbyt odkrywcze, muszę to powiedzieć: Jest wieczór i jest niedziela. Większość z Was zapewne już chodzi nabuzowana poniedziałkową niechęcią i układa poranną wiązankę góralską. Zamiast cieszyć się przepięknym wieczorem, który powoli wchodzi wiosenny klimat, zastanawiacie się, kto Was jutro jeszcze bardziej wkurzy. Jeszcze nic się nie wydarzyło, a wy już zaprwne wyżywacie się na partnerze, na psie, który ostatnio zjadł Ci ulubioną parę butów, albo na szefie, któremu nie zdarzyło się uśmiechnąć w pracy. Skoro u mnie jest tak wesoło i pozytywnie, skąd wiem o takich niedzielnych akcjach? Przez 3/4 swojego życia uskuteczniałem taki pesymistyczny masochizm. Za każdym razem, kiedy zbliżał się poniedziałek, w głowie rozpoczynał się negatywny galop, który zamiast ładowania energią, odbierał mi ją, zanim rozpoczął się tydzień. To nie jest tak, że jaram się każdym poniedziałkiem i skocznym krokiem zmierzam do pracy. Postanowiłem jednak nie narzekać i staram się wykreować swój poranek. Od czego zazwyczaj zaczynamy dzień? Od śniadania i kawy. Wiedząc, co będzie czekać na mnie rano w kuchni, zasypiam z uśmiechem tak wielkim, że wystaje poza ramy łóżka. Kocham niedzielę, poniedziałek i każdy inny dzień. Kocham smacznie rozpoczynać dzień.






Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz