Usmażyłem wczoraj wieczorem „kilka” naleśników, które wbrew moim założeniom utworzyły całkiem pokaźną wieżę. Wpatrując się w piętrzące się placki, wyobrażałem sobie, z czym je zjem, ale ani dżem, ani mało orzechowe nie generowały uśmiechu. Postanowiłem nie wprowadzać chaosu i nie przewracałem wszystkiego do góry nogami w poszukiwaniu słodyczy. Zachowałem zimną krew i z miną pokerzysty zacząłem wodzić wzrokiem po kuchni z nadzieją, że za chwilę dostanę olśnienia jak Piotrek z zaczarowanym ołówkiem w dłoni. Stało się jednak całkiem inaczej. Myśl, która była jak iskra zapalna, powoli wdzierała się do mojej głowy, przygotowując miejsce dla kolejnych koncepcji. Czułem jak z każdą minutą na kreatywnej półce w mojej głowie, zwiększa się ilość produktów, roztaczając wokół siebie słodki blask. Wiedziałem, że to, co się dzieje w mojej głowie, nie jest niczym odkrywczym, ani kontrowersyjnym, ale potrzebowałem czegoś innego. Chciałem coś zmiażdżyć blenderem, by móc się sponiewierać smakiem. Udało się!








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz