Po ostatnim obiedzie po raz kolejny zostało trochę ziemniaków, które raczej nie wzbudzały zainteresowania wśród najedzonych domowników. Jak zwykle nie potrafiłem odmierzyć odpowiedniej ilości, bo zawsze z tyłu głowy gdzieś siedzi myśl-a jak zabraknie? Chcąc uniknąć otwierania lodówki zaraz po obiedzie, asekuracyjnie kieruje się myślą-pyrek nigdy za wiele. No i trzymając za rękę tę myśl, zostałem teraz z garnkiem, z którego smutno zerkały na mnie rozgniecione podziemne pomarańcze. Nie miałem sumienia ich wyrzucić, a nie mieszkam też w okolicy gospodarstwa rolnego, żeby podrzucić resztki zwierzakom. Musiałem uruchomić linię z napisem recykling. W pierwszym momencie chciałem dorzucić cebuli, czosnku, odrobinę zielska i zrobić klopsy ziemniaczane, ale na myśl o kolejnej wytrawnej potrawie odrzucało mnie. Byłem najedzony po sam korek. Przerzucałem w głowie wszystkie pomysły, docierając nawet do tych najbardziej zakurzonych, próbując się dokopać do czegoś sensownego. Gdy już zrezygnowany porzuciłem wszystkie myśli, przypomniałem sobie o ostatniej pizzy z batata. Jakby nie patrzeć batat też jest pyrą i świetnie zdał egzamin, łącząc się z mąką. Postanowiłem przeprowadzić eksperyment, którego słodkim produktem finalnym, są kokosanki.








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz