Choć godzina była bardzo późna, przed zamkniętym jeszcze sklepem utworzył się solidny wężyk. Starałem się zlokalizować koniec tej kolejki, ale ta sprawiała się ciągnąć w nieskończoność, jak wagony Kolei Transsyberyjskiej. Choć byłem ustawiony jako jeden z pierwszych w tym ciągu nieświadomego oczekiwania, nie miałem pojęcia co będę mógł nabyć po otwarciu drzwi sklepowych. Ludzie, którzy za mną stali, co jakiś czas wypuszczali w tłum nową plotkę, którą wcześniej wyssali z palca. W przeciągu jednego kwadransa dowiedziałem się, że za chwilę stanę się posiadaczem niesamowicie aromatycznej paczki kawy, a po kilku sekundach w tłumie szeptem przesuwał się deficytowy cukier. Przez mocno pomazaną szybę starałem się dostrzec, co wyciągają pracownice sklepu z kartonów. Choć widziałem małe słoiczki, ostro przymglona szyba nie pozwoliła na precyzyjne rozpoznanie. Robiło się coraz zimniej i choć ludzie starali się ogrzewać napierając na siebie, czułem jak ujemna temperatura paraliżuje moje ruchy. Zacząłem sobie przypominać sytuacje z czasów dzieciństwa, kiedy przychodziło mi stać w podobnych kolejkach za masłem roślinnym lub papierem toaletowym. Nie mogłem jednak zrozumieć skąd takie manewry w dzisiejszych czasach. Chciałem już zrezygnować i pójść do domu, kiedy ktoś mnie szarpnął za rękaw. Obróciłem się i zobaczyłem rozgniewaną twarz mojej partnerki, która z nieskrywanym poirytowaniem wycedziła: „Przemek, weź w końcu słoik z półki i zamknij już tę lodówkę”. Czy Wam też się zdarza lunatykować i stać trzy godziny przy otwartej lodówce?








Przemysław Ignaszewski
Tu mnie znajdziesz