<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>zawody &#8211; Vegenerat Biegowy</title>
	<atom:link href="https://vegenerat-biegowy.com/category/zawody/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://vegenerat-biegowy.com</link>
	<description>Nie wyobrażam sobie życia bez biegania, swoich myśli i radości… Nie wyobrażam sobie biegania beze mnie!</description>
	<lastBuildDate>Fri, 01 May 2020 23:10:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.1</generator>

<image>
	<url>https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2024/11/cropped-Vegenerat_przezroczysty-2-32x32.png</url>
	<title>zawody &#8211; Vegenerat Biegowy</title>
	<link>https://vegenerat-biegowy.com</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">127194187</site>	<item>
		<title>Bieg 12h Ruda Śląska 2018</title>
		<link>https://vegenerat-biegowy.com/bieg-12h-ruda-slaska-2018/</link>
					<comments>https://vegenerat-biegowy.com/bieg-12h-ruda-slaska-2018/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Przemysław Ignaszewski]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 May 2018 10:25:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[zawody]]></category>
		<category><![CDATA[#bieg]]></category>
		<category><![CDATA[#biegacz]]></category>
		<category><![CDATA[#ultramaraton]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://vegenerat-biegowy.pl/?p=1806</guid>

					<description><![CDATA[Decyzja o starcie w XX Międzynarodowym Rudzkim Ultramaratonie 12h, tak samo, jak w latach poprzednich zapadła już rok wcześniej. Nie wyobrażam sobie, by nie pojawić się w miejscu, gdzie po raz pierwszy pokonałem dystans 100 kilometrów, rozpoczynając tym samym przygodę z bieganiem ultra, która trwa do dziś. Nie jest to zwykła impreza ultra, jakie zwykle [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Decyzja o starcie w XX Międzynarodowym Rudzkim Ultramaratonie 12h, tak samo, jak w latach poprzednich zapadła już rok wcześniej. Nie wyobrażam sobie, by nie pojawić się w miejscu, gdzie po raz pierwszy pokonałem dystans 100 kilometrów, rozpoczynając tym samym przygodę z bieganiem ultra, która trwa do dziś. Nie jest to zwykła impreza ultra, jakie zwykle występują w kalendarzu biegowym. Biegacze nie pokonują trasy z punktu a do punktu B, lecz przez pół doby zmagają się z pętlą mierzącą 1309,05 m. W tym roku postanowiłem pociągnąć za sobą dwóch biegowych kompanów: Marcina i Jacka. O ile ten drugi ma już doświadczenie wbieganiu po pętli (100 km na Stadionie AWF Gdańsk), to ten pierwszy niewiele ma wspólnego z bieganiem po asfalcie, że o bieganiu w kółko nie wspomnę. Niemniej jednak zdecydowali się na ten szaleńczy pomysł i 27 kwietnia wyruszyliśmy na południe Polski, gdzie czekała na nas zakręcona przygoda.</p>
<p><span id="more-1806"></span></p>
<p>Około godziny 14 dotarliśmy do Katowic, gdzie spotkaliśmy się z moim bratem i wspólnie zjedliśmy pierwszy posiłek. Po spotkaniu udaliśmy się do biura zawodów, żeby odebrać numery startowe i udaliśmy się do hotelu, gdzie już mieliśmy zaplanowany kolejny posiłek. Jacek trochę się wzbraniał przed zjedzeniem drugiej pizzy, ale wraz z Marcinem wytłumaczyliśmy koledze, ile godzin aktywności przed nim i w rezultacie pochłonął drugi włoski placek bez mrugnięcia okiem. Opuszczę już szczegóły wieczorne dnia poprzedniego, gdyż mało było atrakcji w przygotowywaniu strojów i pakowaniu ubrań, które mogą się przydać w trakcie 12-godzinnego biegu.<br />
O godzinie 7:00 zameldowaliśmy się na linii startu w Rudzie Śląskiej i wraz z setką innych szaleńców za chwile mieliśmy podjąć wyzwanie, które porównywane jest z biegiem chomika w karuzeli. W powietrzu unosiła się adrenalina, co jakiś czas było słychać powitania i głośny śmiech. Wśród startujących nie zabrakło takich znakomitych postaci jak Patrycja Bereznowska, Agata Matejczuk i Roman Elwart. Niewątpliwie jest to czołówka polskiego i światowego ultra.<br />
Ruszyła maszyna i nie było już odwrotu. Zapowiadał się bardzo upalny dzień. W głowie starałem się układać taktykę, powielając plan sprzed dwóch lat, kiedy to pogoda „rozpieszczała” solidnym upałem. Wiedziałem, że od samego początku muszę odrobinę przycisnąć, żeby maksymalnie wykorzystać chłód, który bardzo szybko miał się przerodzić w ugandyjski skwar. Pierwsze okrążenia pokonałem bardzo żwawym tempem, co jakiś czas wdając się w dyskusje ze Sławkiem Łyczko i Ryśkiem Kałaczyńskim. Jeśli ktoś myśli, że to ja jestem szalony, w ramach ciekawostki powiem, że Ryszard 3 lata temu ustanowił Rekord Guinnessa, przebiegając 366 maratonów w 366 dni. Szaleństwo? Zapewne tak, ale bardzo nasączone determinacją i pasją. Szanuję.</p>
<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-1811" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2018/05/31668290_2239485506077891_1924031583514263552_o-1024x684.jpg" alt="" width="700" height="468" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31668290_2239485506077891_1924031583514263552_o-1024x684.jpg 1024w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31668290_2239485506077891_1924031583514263552_o-300x200.jpg 300w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31668290_2239485506077891_1924031583514263552_o-768x513.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31668290_2239485506077891_1924031583514263552_o-700x467.jpg 700w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31668290_2239485506077891_1924031583514263552_o-266x177.jpg 266w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31668290_2239485506077891_1924031583514263552_o.jpg 2048w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /><br />
Po niespełna godzinie biegania miałem już nabiegane ponad dziesięć kilometrów. Uznałem, że to jest najlepszy moment, żeby zmienić odzienie wierzchnie na lżejsze i założenie słuchawek z muzyką. Tempo nie spadało. Wiedziałem, że mam mnóstwo energii i realizując spontaniczny plan, chciałem nabiegać jak najwięcej, korzystając z dobrodziejstwa wiatru, który jeszcze delikatnie powiewał. Zgodnie z założeniami odciąłem się od tego, co działo się wokół mnie i oddałem się przyjemności, która narastała z każdym przebiegniętym kilometrem. Po 3 godz. i 38 minutach miałem już za sobą dystans maratonu, więc był powód do radości. Cieszyłem się ze swojego samopoczucia, gdyż wiedziałem, że jest to tzw. dzień konia. Nie zakładałem, że wydarzy się coś, co odwróci kartę do 180 stopni. Upał rozkręcał się w zatrważającym tempie, więc postanowiłem zwolnić, by pozostawić sobie zapas energii na pozostałe godziny.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-1810" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2018/05/31498307_2239488582744250_4749179084192350208_o-1024x684.jpg" alt="" width="700" height="468" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31498307_2239488582744250_4749179084192350208_o-1024x684.jpg 1024w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31498307_2239488582744250_4749179084192350208_o-300x200.jpg 300w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31498307_2239488582744250_4749179084192350208_o-768x513.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31498307_2239488582744250_4749179084192350208_o-700x467.jpg 700w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31498307_2239488582744250_4749179084192350208_o-266x177.jpg 266w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31498307_2239488582744250_4749179084192350208_o.jpg 2048w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></p>
<p>Taka taktyka sprawdziła się w 2016 roku, kiedy udało mi się pokonać 120 kilometrów. Oszczędzając siły, starałem się tylko maszerować w punkcie odżywczym, żeby coś na spokojnie zjeść, napić się i schłodzić kark lodowatą wodą. Z każdym kilometrem jednak odczuwałem spadek energii. Czułem, że na trasie za moimi plecami czai się jakaś niemiła niespodzianka, a ja nie byłem w stanie jej umknąć. Pokonując kolejne kilometry, wylewałem z siebie hektolitry potu. Żeby zapobiec odwodnieniu, jadłem pomidory zanurzone w dużej ilości soli. Co drugi okrążenie pochłaniałem garść orzechów solonych i dopychałem je czekoladą. Za każdym razem wypijałem co najmniej 2 kubki wody i co jakiś czas sięgałem po colę. Biegło się coraz słabiej, wolniej i z coraz cięższą głową. Po około 7 godzinach biegu, kiedy moje ciało było odrobinę wyeksploatowane, poczułem dyskomfort w okolicy żołądka. Zbierało mi się na wymioty.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-1808" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2018/05/31484665_2239486276077814_5360698782654660608_o-1024x684.jpg" alt="" width="700" height="468" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31484665_2239486276077814_5360698782654660608_o-1024x684.jpg 1024w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31484665_2239486276077814_5360698782654660608_o-300x200.jpg 300w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31484665_2239486276077814_5360698782654660608_o-768x513.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31484665_2239486276077814_5360698782654660608_o-700x467.jpg 700w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31484665_2239486276077814_5360698782654660608_o-266x177.jpg 266w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31484665_2239486276077814_5360698782654660608_o.jpg 2048w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></p>
<p>Wiedziałem, że nie jest to efekt mieszanki żywieniowej, którą sobie zapewniłem, lecz efekt odwodnienia, którego niestety nie udało się uniknąć. Kilka skłonów i głębszych oddechów sprawiło, że nie musiałem oddawać treści żołądkowej. Stan jednak się nie poprawił, gdyż po kilkudziesięciu minutach pojawił się przeszywający ból w okolicy nerek. Zdawałem sobie sprawę i czułem, że nie jest to żaden ból przeciążeniowy, a potwierdził to kolor moczu, który kolorem przypominał bursztyn znaleziony w Jantarze. Zapadła decyzja, że trzeba mocno zwolnić i wpleść więcej marszu w pokonywanie pętli. Zacząłem pić jeszcze więcej i zjadać sól na potęgę. Musiałem bardzo ograniczyć wysiłek, by nie pocić się tak bardzo, jak dotychczas. W głowie ułożyłem plan, że dotruchtam do dystansu 100 kilometrów i kończę bieg. Po 11 godzinach i 30 minutach zwróciłem organizatorom chip i podziękowałem za imprezę. Jackowi i Marcinowi upał dał się również we znaki i zakończyli swój bieg, przebiegając 81 i 82 km. Ukłony w ich stronę.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-1809" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2018/05/31496375_2239489556077486_1576951479573413888_o-1024x684.jpg" alt="" width="700" height="468" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31496375_2239489556077486_1576951479573413888_o-1024x684.jpg 1024w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31496375_2239489556077486_1576951479573413888_o-300x200.jpg 300w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31496375_2239489556077486_1576951479573413888_o-768x513.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31496375_2239489556077486_1576951479573413888_o-700x467.jpg 700w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31496375_2239489556077486_1576951479573413888_o-266x177.jpg 266w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2018/05/31496375_2239489556077486_1576951479573413888_o.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px" /><br />
Starałem się przez chwilę analizować ten biegi i odpowiedzieć sobie na pytanie: Co nie zagrało? Co poszło nie tak? Pomyślałem przez chwilę, że może tempo było za szybkie na samym początku. Starałem się też doszukać ubytków w trakcie przygotowania. Szukałem również braków w nawodnieniu. Nie znalazłem jednak żadnej odpowiedzi. Najważniejsze było dla mnie, że potrafiłem podjąć decyzję o wcześniejszym zakończeniu i fakt, że spotkałem fantastycznych ludzi. Za rok będzie okazja, by pobiegać pełne 12 godzin. Z tego miejsca chciałbym podziękować organizatorom za wspaniałą jak zwykle atmosferę i kłaniam się nisko zwycięzcom: Romkowi Elwartowi (142 km 524 m) i Patrycji Bereznowskiej, która ustanowiła nowy Rekord Polski przebiegając 140 km 3225 m.</p>
<p>Autorem zdjęć jest <a href="https://www.facebook.com/photogsh/">PhotoRunner.</a></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://vegenerat-biegowy.com/bieg-12h-ruda-slaska-2018/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1806</post-id>	</item>
		<item>
		<title>BIEGOWE MENU W KARPACZU</title>
		<link>https://vegenerat-biegowy.com/biegowe-menu-w-karpaczu/</link>
					<comments>https://vegenerat-biegowy.com/biegowe-menu-w-karpaczu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Przemysław Ignaszewski]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Jul 2017 07:05:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[danie główne]]></category>
		<category><![CDATA[słodkości]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>
		<category><![CDATA[#deser]]></category>
		<category><![CDATA[#makaron]]></category>
		<category><![CDATA[#obiad]]></category>
		<category><![CDATA[#soczewica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://vegenerat-biegowy.pl/?p=1325</guid>

					<description><![CDATA[&#160; Kilka miesięcy temu Asia, Ewa i Tomek wylicytowali w ramach akcji charytatywnej, możliwość przygotowania posiłku przeze mnie, u nich w domu. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że będzie to wstęp do kolejnej przygody, która będzie połączeniem biegania i gotowania. W związku z tym, że ta wspaniała trójka współorganizuje bieg 3 x Śnieżka = 1 x [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Kilka miesięcy temu Asia, Ewa i Tomek wylicytowali w ramach akcji charytatywnej, możliwość przygotowania posiłku przeze mnie, u nich w domu. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że będzie to wstęp do kolejnej przygody, która będzie połączeniem biegania i gotowania. W związku z tym, że ta wspaniała trójka współorganizuje bieg <a href="http://3razysniezka.pl">3 x Śnieżka = 1 x Mount Blanc</a> zaproponowali, abym przyjechał 24 czerwca do Karpacza, by ugotować coś dla biegaczy. Nie ukrywam, że bardzo spodobał mi się ten pomysł, ale nie do końca wiedziałem, jak mi się to uda ogarnąć logistycznie. Termin zawodów się zbliżał a ja, zamiast trenować, jeździłem po Polsce w ramach promocji <a href="http://www.empik.com/vegenerata-sposob-na-zdrowie-czyli-historie-grubymi-nicmi-szyte-ignaszewski-przemyslaw,p1133859826,ksiazka-p?gclid=CJqyy6SA79QCFVhnGQodq5sOdQ&amp;gclsrc=aw.ds">książki</a>, lawirując pomiędzy miastami. Na szczęście rzutem na taśmę udało się znaleźć lukę czasową i wprost z warsztatów przeprowadzanych w okolicach Warszawy, z niemałymi perturbacjami znalazłem się w Karpaczu. W tym miejscu chciałbym podziękować Arturowi, który przechwycił mnie w Śremie i dowiózł bezpiecznie na miejsce. Gdy stałem na starcie, byłem niesamowicie spokojny (jak zawsze zresztą). To chyba zasługa podejścia, nastawienia, które cały czas podpowiada, by bieganie traktować turystycznie. Do zaliczenia miałem jedną 17-kilometrową pętlę, o której na dobrą sprawę nic nie wiedziałem. W związku z tym, że wielokrotnie wbiegałem już na Śnieżkę, raczej nie przejmowałem się tym, co spotka mnie na trasie. Kilka uścisków ze znajomymi, dużo śmiechu i ruszyliśmy w trasę. Spokojnie bez spinania, zgodnie z założeniami. Spokój gdzieś przepadł, gdy w okolicy 3 kilometra okazało się, że ktoś mi podpalił płuca, a z ust wydobywał się dźwięk, jakby ktoś luźno puścił wąż kompresora. Wiedziałem, że do szczytu jest jeszcze sporo, więc nie dawałem się ponieść i spokojnie sobie podchodziłem, rozmawiając z innymi biegaczami, choć i to nie należało do najprostszych czynności. Zatopiony we własnym pocie, ze solną skorupą na czole dotarłem na Śnieżkę. Tutaj opowieść biegowa może się urwać, gdyż puściłem luźno nogi i przez 8 kilometrów leciałem na tzw. krechę. W chwili, gdy przebiegłem linię mety, rozpocząłem kolejną przygodę, tym razem kulinarną. Wielu biegaczy nadal pozostało na trasie, a ja miałem za zadanie przygotować im coś pysznego. Postanowiłem ich kubki smakowe rozpieścić słodkimi kulkami na bazie daktyli oraz makaronem z intensywnie pachnącym sosem. W związku z tym, że po imprezie dostawałem pytania, gdzie można na nie znaleźć przepisy, postanowiłem zebrać je w jednym poście, co niniejszym czynię.</p>
<p><span id="more-1325"></span></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-1328" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5728.jpg" alt="" width="960" height="1280" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5728.jpg 960w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5728-225x300.jpg 225w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5728-768x1024.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5728-700x933.jpg 700w" sizes="auto, (max-width: 960px) 100vw, 960px" /></p>
<p>PRALINY vel. KULKI MOCY:</p>
<div class="entry-content zl_content">
<ul>
<li>400 g daktyli,</li>
<li>200 g suszonych śliwek,</li>
<li>200 g orzechów ( nerkowce, włoskie, laskowe, itp.),</li>
<li>2 łyżki nasion chia,</li>
<li>2 łyżki karobu,</li>
<li>1 kopiasta łyżka przyprawy do piernika,</li>
<li>otarta skórka z 1 pomarańczy,</li>
<li>sok z połowy pomarańczy.</li>
<li>wiórki kokosowe</li>
</ul>
<div>
<ol>
<li>Wszystkie składniki wrzucamy do blendera ( duże naczynie z nożem w kształcie liter S ).</li>
<li>Miksujemy, po czym z powstałej masy, formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego.</li>
<li>Kulki obtaczamy w wiórkach kokosowych</li>
<li>Wkładamy do lodówki i po kilku godzinach możemy się zajadać pysznościami. Na biegu zostały spożywane na bieżąco.</li>
</ol>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-1326" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5726.jpg" alt="" width="2237" height="3264" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5726.jpg 2237w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5726-206x300.jpg 206w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5726-768x1121.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5726-702x1024.jpg 702w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5726-700x1021.jpg 700w" sizes="auto, (max-width: 2237px) 100vw, 2237px" /></p>
<p>SOS Z CZERWONĄ SOCZEWICĄ:</p>
<ul>
<li>2 cebule,</li>
<li>2 ząbki czosnku,</li>
<li>1 bakłażan,</li>
<li>1 cukinia,</li>
<li>1 papryka zielona,</li>
<li>1 papryka czerwona,</li>
<li>1/2 szklanki soczewicy,</li>
<li>2 puszki pomidorów,</li>
<li>1 puszka mleczka kokosowego,</li>
<li>szczypta cynamonu,</li>
<li>ok. 1 łyżki kuminu,</li>
<li>1 łyżeczka curry,</li>
<li>papryka ostra,</li>
<li>pieprz,</li>
<li>sól,</li>
<li>olej do smażenia.</li>
</ul>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-1327" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5727.jpg" alt="" width="2299" height="3264" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5727.jpg 2299w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5727-211x300.jpg 211w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5727-768x1090.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5727-721x1024.jpg 721w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5727-700x994.jpg 700w" sizes="auto, (max-width: 2299px) 100vw, 2299px" /></p>
<ol>
<li>Na oleju podsmażamy cebulę z czosnkiem,</li>
<li>Warzywa kroimy w kostkę i dorzucamy w kolejności: papryka (podsmażamy kilkanaście minut), cukinia i bakłażan.</li>
<li>Dosypujemy do garnka soczewicę i mieszamy przez około 2 minuty.</li>
<li>Dodajemy pomidory, a wraz z nim przyprawy.</li>
<li>Dusimy wszystko na małym ogniu. Gdy pomidory utworzą jednolity sos, dodajemy mleczko kokosowe i gotujemy jeszcze przez kilka minut.</li>
<li>Podajemy z makaronem, ryżem lub kaszą.</li>
</ol>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-1329" src="http://vegenerat-biegowy.pl/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5729.jpg" alt="" width="1328" height="995" srcset="https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5729.jpg 1328w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5729-300x225.jpg 300w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5729-768x575.jpg 768w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5729-1024x767.jpg 1024w, https://vegenerat-biegowy.com/wp-content/uploads/2017/07/IMG_5729-700x524.jpg 700w" sizes="auto, (max-width: 1328px) 100vw, 1328px" /></p>
<p>Najbardziej się cieszę, że 9 kilogramów makaronu, podawane z sosem zniknęło nim się obejrzałem. Znając potrzeby biegaczy, starałem się żeby sos był wyrazisty i smaczny. Nic bardziej mnie nie irytuje po biegu niż, posiłek bez smaku, który rośnie w ustach. Kulek mocy byłem pewien, bo tutaj nie ma możliwości by cokolwiek zepsuć. W związku z tym, że pachniały świętami, potraktowałem tę imprezę jako wyjątkowy czas, który nazwałem Wigilią biegową. Teraz się powtórzę i napiszę po raz kolejny, to co już napisałem na &#8222;twarzoksiążce&#8221;. Dziękuję wszystkim z którymi miałem okazję się spotkać, przybić pionę, porozmawiać&#8230;jesteście wspaniali.<br />
Dziękuję wszystkim osobom, które mi pomogły ogarnąć stanowisko pracy. Bez Was leżałbym i kwiczał.<br />
Jedno jest pewne, za rok ponownie rozstawię gary i przyrządzę coś pysznego. Z tego miejsca należą się głębokie pokłony w stronę ludzi, którzy zadbali o imprezę na tak wysokim poziomie. Organizatorzy tego biegu mogliby wygłaszać prelekcję na temat profesjonalnego przygotowywania imprezy.<br />
Podsumowując weekend rzec można&#8230;wspaniali ludzie, cudowne miejsce, atmosfera rodzinna&#8230;etc&#8230;<br />
Do zobaczenia za rok <span class="_47e3 _5mfr" title="Emotikon smile"><span class="_7oe" aria-hidden="true"><img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></span></span></p>
<p>&nbsp;</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://vegenerat-biegowy.com/biegowe-menu-w-karpaczu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1325</post-id>	</item>
		<item>
		<title>NIEDOKOŃCZONE 100 MIL</title>
		<link>https://vegenerat-biegowy.com/niedokonczone-100-mil/</link>
					<comments>https://vegenerat-biegowy.com/niedokonczone-100-mil/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Przemysław Ignaszewski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 27 Jun 2016 07:40:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://vegenerat-biegowy.pl/index.php/2016/06/27/niedokonczone-100-mil/</guid>

					<description><![CDATA[Od dwóch lat tradycją już jest, że w czerwcu moje nogi i plany startowe prowadzą mnie do Szczecina, skąd biegiem wyruszam do Kołobrzegu. Co roku organizatorzy zapewniali nam inny kilometraż, dokładając kilometrów i tak też było tym razem gdzie do pokonania było 100 mil. Nie obawiałem się tego wyzwania, gdyż zarówno trasa jak i dystans [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Od dwóch lat tradycją już jest, że w czerwcu moje nogi i plany startowe prowadzą mnie do Szczecina, skąd biegiem wyruszam do Kołobrzegu. Co roku organizatorzy zapewniali nam inny kilometraż, dokładając kilometrów i tak też było tym razem gdzie do pokonania było 100 mil. Nie obawiałem się tego wyzwania, gdyż zarówno trasa jak i dystans były mi dobrze znane. Splot wydarzeń i złośliwość przedmiotów nie do końca martwych, sprawiły, że sytuacja rozwinęła się inaczej niż sobie wyobrażałem.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;">Tak jak w zeszłym roku, na miejsce startu wybrałem się z Wojtkiem, który zapewniał mi support na całej trasie. Pogoda nie wróżyła nie dobrego, gdyż w noc poprzedzającą start, jak i w dzień startu przez cały czas padał deszcz. Nawet gdy zajechaliśmy do Szczecina musieliśmy się chować, przed zalewającymi miasto strugami deszczu. Na miejscu spotkaliśmy się z całą ekipą startujących znajomych, którzy również każdego roku wybierają się w szaleńczą podróż do Kołobrzegu.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-XZOtbuounCM/V3DXuSNtWOI/AAAAAAAAI2M/TwP2uj8aJCQNSnxZZlIhsQgTHJ6zLytjACLcB/s1600/IMG_2607.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="300" src="https://4.bp.blogspot.com/-XZOtbuounCM/V3DXuSNtWOI/AAAAAAAAI2M/TwP2uj8aJCQNSnxZZlIhsQgTHJ6zLytjACLcB/s400/IMG_2607.JPG" width="400" /></a></div>
<p><a name='more'></a></p>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="text-align: justify;">2 lata temu na trasie poznałem się z Krzyśkiem Mańkowskim, z którym pokonałem większość dystansu. W zeszłym roku, całą trasę przebyliśmy tę trasę w całości razem, wspierając się wzajemnie. W tym roku postanowiliśmy, że nie ma co zmieniać naszej taktyki i również wystartowaliśmy razem z zamiarem wspólnego zmielenia i przekroczenia mety po pokonaniu 100 mil.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-JchpZL23Uak/V3DXscD968I/AAAAAAAAI1Y/wnmMaRZ18nAmHCmiUe3BPtUyJFXMEoGUACKgB/s1600/IMG_2592.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="300" src="https://2.bp.blogspot.com/-JchpZL23Uak/V3DXscD968I/AAAAAAAAI1Y/wnmMaRZ18nAmHCmiUe3BPtUyJFXMEoGUACKgB/s400/IMG_2592.JPG" width="400" /></a></div>
<p></p>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-jrn1KO942GQ/V3DXuL3OCII/AAAAAAAAI2I/S5e7M_BgYfMH3EwrZajFBOhTHcQ3lUdzQCKgB/s1600/IMG_2606.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://4.bp.blogspot.com/-jrn1KO942GQ/V3DXuL3OCII/AAAAAAAAI2I/S5e7M_BgYfMH3EwrZajFBOhTHcQ3lUdzQCKgB/s400/IMG_2606.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Wyruszyliśmy w trasę, a wraz z nami ponad 70 osób, które pełne optymizmu pobiegły, jak się później okazało w bardzo ciekawą podróż. Pierwsze kilometry, nie zwiastowały żadnych przygód, ani niespodzianek, gdyż biegliśmy ulicami miasta. Nieświadomi, tego co miało nas za chwile spotkać, w dobrych nastrojach przemieszczaliśmy się do przodu. Namiastka tego, z czym będziemy się musieli zmagać zaczęła się gdzieś w okolicy 15-17 km, gdzie natknęliśmy się na pierwszą przeszkodę wodną, którą trzeba było ominąć, przedzierając się przez krzaki, błota i inne przeszkody terenowe. Już wtedy wiedzieliśmy, że nie będzie lekko, że to co przeżywaliśmy w zeszłym roku, było przyjemne jak przechadzka na deptaku w Ciechocinku.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-Lx2J6JJ97GY/V3DXsWBccoI/AAAAAAAAI1c/nvDKaF-nmooIPJrgTVkEiXZq0OYYtX9igCKgB/s1600/IMG_2595.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://1.bp.blogspot.com/-Lx2J6JJ97GY/V3DXsWBccoI/AAAAAAAAI1c/nvDKaF-nmooIPJrgTVkEiXZq0OYYtX9igCKgB/s400/IMG_2595.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Nie będę rozbijał relacji na kilometrowe odcinki, gdyż słowa, błoto, woda, ciemność, pojawiały by się w każdym zdaniu, a nad ranem dorzuciłbym jeszcze kolejne dwa w postaci zimno i ból. Staraliśmy się jednak nie myśleć, o tym co przed nami i jak zwykle niedogodności obracaliśmy w żart, bawiąc się przy tym wyśmienicie.&nbsp;</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-fOtSoLYKF1g/V3DXshOwUAI/AAAAAAAAI1g/7HqYpDwIn2QBi0JIm3IPD50vzX046fAYACKgB/s1600/IMG_2596.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://4.bp.blogspot.com/-fOtSoLYKF1g/V3DXshOwUAI/AAAAAAAAI1g/7HqYpDwIn2QBi0JIm3IPD50vzX046fAYACKgB/s400/IMG_2596.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">13 godzin &#8211; tyle zajęło nam dotarcie do punktu w Płotach, który &nbsp;mieścił się na 95 kilometrze. Choć miałem buty na zmianę i suche skarpetki, nie odważyłem się ściągnąć butów. Czułem, że woda w której przemieszczaliśmy się tyle czasu, pozostawiła po sobie niezły bałagan. Najedliśmy się solidnie i wraz z budzącym się do życia światem, ruszyliśmy w dalszą podróż.&nbsp;</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-aFcAUxbJoxw/V3DXtL-bQJI/AAAAAAAAI1o/vkQXdlSj4fEfbKVB1uZea5wHWWnPIx5pgCKgB/s1600/IMG_2599.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="300" src="https://2.bp.blogspot.com/-aFcAUxbJoxw/V3DXtL-bQJI/AAAAAAAAI1o/vkQXdlSj4fEfbKVB1uZea5wHWWnPIx5pgCKgB/s400/IMG_2599.JPG" width="400" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Kolejne kilometry nie miały już nic wspólnego z przyjemnością, gdyż słońce, którego miało nie być na trasie, postanowiło nam zrobić niespodziankę i wychylało się bezczelnie co jakiś czas. Coraz częściej odczuwaliśmy skutki zmęczenia i uprawiany przez nas marszobieg, coraz częściej okazywał się tylko marszem.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-_cKJ0h2suuA/V3DXte5CyfI/AAAAAAAAI1w/PlXA9b5vAQwdMZkpuBCtFuONNY2gCuPOACKgB/s1600/IMG_2600.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://2.bp.blogspot.com/-_cKJ0h2suuA/V3DXte5CyfI/AAAAAAAAI1w/PlXA9b5vAQwdMZkpuBCtFuONNY2gCuPOACKgB/s400/IMG_2600.JPG" width="300" /></a></div>
<p></p>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-XMJOQRnJnLc/V3DXth6hVXI/AAAAAAAAI14/S1caUkzMXYAE3WVfqGaJE5XLbMosRf-KACKgB/s1600/IMG_2602.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="300" src="https://1.bp.blogspot.com/-XMJOQRnJnLc/V3DXth6hVXI/AAAAAAAAI14/S1caUkzMXYAE3WVfqGaJE5XLbMosRf-KACKgB/s400/IMG_2602.JPG" width="400" /></a></div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Na około 115 kilometrze, zadzwoniłem do Agaty, która zakomunikowała mi, że schodzi z trasy, gdyż 2 razy zaliczyła bliskie spotkanie z asfaltem. Już wtedy w mojej głowie zrodziła się myśl, by też odpuścić. Krzysztof, który miesiąc wcześniej zaliczył cały festiwal Rzeźnicki, też już odczuwał kilometry w nogach i mięśnie piszczelowe, zaczęły dawać sygnały, że dalsza kontynuacja może zakończyć się poważną kontuzją. Zaliczając kolejne kilometry, coraz częściej przerwaliśmy milczenie, podejmując dyskusję o ewentualnym przerwaniu biegu.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-gnLwAncdaKA/V3DXt9clAJI/AAAAAAAAI18/ZGuVttftERItsuWEerWk5iePdQPR0DQOQCKgB/s1600/IMG_2604.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="300" src="https://4.bp.blogspot.com/-gnLwAncdaKA/V3DXt9clAJI/AAAAAAAAI18/ZGuVttftERItsuWEerWk5iePdQPR0DQOQCKgB/s400/IMG_2604.JPG" width="400" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Gdy zbliżaliśmy się do 120 kilometra, zapadła decyzja &#8211; Schodzimy. Kontynuacja mogłaby się zakończyć dla nas urazem lub co gorsza kontuzją. Żaden z nas nie musi sobie nic udowadniać, ani balansować na granicy zdrowia, by pokonać kolejny bieg. Choć bardzo chcieliśmy ukończyć ten wyścig z własnymi słabościami, głos rozsądku okazał się być silniejszy i postawiliśmy na zdrowie.&nbsp;</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-a9rQLh0FlaE/V3DXt7g25AI/AAAAAAAAI2A/mPkCRUBfzQ8mIWgV00WH_-mTBgpfZCS3wCKgB/s1600/IMG_2605.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="300" src="https://2.bp.blogspot.com/-a9rQLh0FlaE/V3DXt7g25AI/AAAAAAAAI2A/mPkCRUBfzQ8mIWgV00WH_-mTBgpfZCS3wCKgB/s400/IMG_2605.JPG" width="400" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Jeśli w trakcie biegania przestajesz odczuwać przyjemność i nie masz już sił na przekuwanie bólu w głupie teksty, to jest znak by odpuścić. Choć pewien żal pozostaje i niedosyt, jesteśmy szczęśliwi, bo mamy za sobą ponad 120 kilometrów wspaniałych wspomnień. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że bieganie jest wspaniałą przygodą i niekończącą się zabawą. Dlaczego nie zmagamy się z kontuzjami ??? Może właśnie dlatego, że wiemy kiedy powiedzieć STOP !!! Zdrowie jest tylko jedno, a biegów są tysiące. Za rok powrócę do Szczecina, ale nie po to by się zemścić na trasie, która mnie tym razem pokonała. Przyjadę, po to by znów przeżyć wspaniałe chwile.<br />Dziękuję Wojtkowi i Piotrkowi za opiekę na trasie. Wszystkim, którzy nam kibicowali dziękuję i przybijam biegową piątkę. Gratulacje dla zawodników, którzy pokonali tę trasę i szczęśliwie się znaleźli na mecie.&nbsp;</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://vegenerat-biegowy.com/niedokonczone-100-mil/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">105</post-id>	</item>
		<item>
		<title>RZEŹNICKI WEEKEND</title>
		<link>https://vegenerat-biegowy.com/rzeznicki-weekend/</link>
					<comments>https://vegenerat-biegowy.com/rzeznicki-weekend/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Przemysław Ignaszewski]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 31 May 2016 08:37:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://vegenerat-biegowy.pl/index.php/2016/05/31/rzeznicki-weekend/</guid>

					<description><![CDATA[W zeszłym roku zarzekałem się, że nie pobiegnę już w Biegu Rzeźnika, bo góry jednak nie są moim żywiołem i nie kręcą mnie tak jak długie proste odcinki. Co więc mnie ciągnie w Bieszczady? Dlaczego po raz kolejny postanowiłem pojechać do Cisnej i tym razem zmierzyć się z 84 kilometrowym dystansem jednego dnia, a następnego [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W zeszłym roku zarzekałem się, że nie pobiegnę już w Biegu Rzeźnika, bo góry jednak nie są moim żywiołem i nie kręcą mnie tak jak długie proste odcinki. Co więc mnie ciągnie w Bieszczady? Dlaczego po raz kolejny postanowiłem pojechać do Cisnej i tym razem zmierzyć się z 84 kilometrowym dystansem jednego dnia, a następnego z niespełna 30 kilometrowym Rzeźniczkiem? Odpowiedzi na to pytanie jeszcze nie znam, ale jeśli opiszę mój weekend, może Wy będziecie mogli mi pomóc ją znaleźć.</div>
<div style="text-align: justify;">Przygoda zaczęła się od rezygnacji z udziału w Rzeźnickim Festiwalu, który chciałem sobie zastąpić solidnym treningiem, w granicach 100 km. Los jednak chciał inaczej i zapadła decyzja, że kolejny raz pojadę w Bieszczady, tym razem w towarzystwie 5 pań. Wszystko się zgadza, jest sympatycznie, posiadam już pakiet na Bieg Rzeźniczka, ale wypadałoby pobiec również Rzeźnika, którego trasa została zmieniona. Na 3 tygodnie przed wyjazdem, dzwoni do mnie Marek &#8222;Kwiatek&#8221;, że jeden z jego kolegów poszukuje partnera (biegowego), no i tym sposobem Romek stał się moim towarzyszem niespełna 14 godzinnej tułaczki po górach.</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://4.bp.blogspot.com/-8u35zKi-n3A/V00yH_mUcCI/AAAAAAAAIn0/MPk5teEMj4krBFBvfqCHNU7f1j12BQWGgCLcB/s1600/13327579_10208005664556897_1253969645881464322_n.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://4.bp.blogspot.com/-8u35zKi-n3A/V00yH_mUcCI/AAAAAAAAIn0/MPk5teEMj4krBFBvfqCHNU7f1j12BQWGgCLcB/s400/13327579_10208005664556897_1253969645881464322_n.jpg" width="400" height="300" border="0" /></a></div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Piątek, kilka minut po północy zrywam się z łóżka, do którego położyłem się kilka godzin wcześniej by wypocząć przed startem. Jak zwykle, jestem zły na siebie, że po raz kolejny zdecydowałem się na bieg o tak wczesnej porze. Ciało w komitywie z mózgiem, buntują się i kreują raczej mizerne nastawienie. Wszystko jednak odchodzi, gdy o 2:45 pojawiamy się na starcie i widzimy setki mrugających &#8222;czołówek&#8221;. Bieg rozpoczynamy planowo, wesołą ekipą (Roman, Radek, Paweł i ja) o godz.3:00, gdzie głównym zadaniem w pierwszym etapie, jest przedostać się z Komańczy do Cisnej.</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://4.bp.blogspot.com/-61UQoyWRykI/V000uPUai1I/AAAAAAAAIoA/YL0b-q9_v3cgT66NOYL7WagxUKOdXkHbACLcB/s1600/IMG_1667.JPG"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://4.bp.blogspot.com/-61UQoyWRykI/V000uPUai1I/AAAAAAAAIoA/YL0b-q9_v3cgT66NOYL7WagxUKOdXkHbACLcB/s400/IMG_1667.JPG" width="300" height="400" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://2.bp.blogspot.com/-FCADRVc1a28/V004e9omnWI/AAAAAAAAIoM/MKZhwEHW8ikbvTLQLFxF9tPH5Oj3-CIVACLcB/s1600/2d6dd7bf-680f-47f8-bf24-831f0df77af4.png"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://2.bp.blogspot.com/-FCADRVc1a28/V004e9omnWI/AAAAAAAAIoM/MKZhwEHW8ikbvTLQLFxF9tPH5Oj3-CIVACLcB/s400/2d6dd7bf-680f-47f8-bf24-831f0df77af4.png" width="298" height="400" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Na rozjaśnienie długo nie musimy czekać, gdyż po godzinie biegu zaczyna świtać. Co prawda nie wita nas wspaniałe słońce, ale widoki otulone mgłą, również potrafią chwycić za oko i porządnie nim szarpnąć. Pierwszy odcinek, wydawał się być tym najłatwiejszym, ale ostatnio zauważyłem u siebie dziwną przypadłość. W każdym z dłuższych biegów, pierwsze 30 kilometrów to dla mnie katorga, walka z myślami, chęć zejścia z trasy. Nie wiem czy to wynik niewyspania, czy może mechanizm obronny organizmu, który buntuje się przed kilkunastogodzinnym bieganiem. Efekt jest taki, że do pierwszego przepaku dobiegam totalnie zniesmaczony. Biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku dostałem ostro w kość podbiegając na Małe Jasło, perspektywa dalszego biegu wydaje się być bardzo mocno obłożona cierpieniem.</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://2.bp.blogspot.com/-awHz03GKZv0/V0061BZ7xeI/AAAAAAAAIoY/joxOjXCosmUOcZMPo5jabE3GWoXGdslsQCLcB/s1600/13342325_10209417380134137_882356609_n.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://2.bp.blogspot.com/-awHz03GKZv0/V0061BZ7xeI/AAAAAAAAIoY/joxOjXCosmUOcZMPo5jabE3GWoXGdslsQCLcB/s400/13342325_10209417380134137_882356609_n.jpg" width="300" height="400" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Na punkcie w Cisnej, wciągam solidną porcję zupy pomidorowej, która ku mojej uciesze była przygotowana na wywarze warzywnym. Wiedziałem, że muszę się konkretnie najeść, bo czekała nas ostra przeprawa, tym bardziej że zaczęło już palić słońce. Wciskamy na siebie suche ciuchy, zrzucamy zbędne już teraz kurtki, zabieramy kijki i ruszamy dalej. Powoli czuję, że wraca moc, zaczynam odczuwać przyjemność wdrapując się pod górkę, a na każdym wypłaszczeniu lub zbiegu, euforia bierze górę i ciągniemy do przodu, nie patrząc na przeszkody. Do kolejnego punktu mamy około 17 kilometrów, gdzie zlokalizowany jest kolejny punkt u podnóża Paportnej.</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://4.bp.blogspot.com/-3x9vrh6Osz0/V00-slEfdCI/AAAAAAAAIpA/JePMko-BzV4yOmonbvDj-wQ47h4JI62ZACLcB/s1600/IMG_1679.JPG"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://4.bp.blogspot.com/-3x9vrh6Osz0/V00-slEfdCI/AAAAAAAAIpA/JePMko-BzV4yOmonbvDj-wQ47h4JI62ZACLcB/s400/IMG_1679.JPG" width="400" height="300" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Na punkt wbiegamy pełni optymizmu i nie zamierzamy na nim zabawić więcej niż potrzeba. Serwujemy szybki posiłek, uzupełniamy płyny i lecimy dalej. W tym miejscu należy się podziękowanie dla organizatorów, gdyż punkt był świetnie wyposażony w wegańskie przysmaki. Nie ukrywam, że trochę przesadziłem z porcją kaszy z sosem pomidorowym, ale nie mogłem się powstrzymać. Po około 60 kilometrach, dostrzegam, że Roman zaczyna opadać z sił, co jest zupełnie zrozumiałe, ponieważ jest to jego pierwszy dystans ultra, dziewiczy bieg po górach. Zaczynamy robić przerwy na doładowywanie się przekąskami, żelami i staramy się lecieć dalej. Pamiętam swój pierwszy bieg ultra w górach i tak samo jak w moich wtedy, tak i w oczach Romka teraz, mogłem zapoznać się z definicją słowa NIC. W takich momentach wzrok jest przepełniony pustką z namiastką bezsilności. Na szczęście udało nam się podnieść z tego kryzysu i po kilku zmoczeniach przez ulewę, w końcu na 70 kilometrze zaliczam soczystą glebę. Kijki wypadają mi z rąk, z plecaka wyjeżdżają bidony, a na dobicie zagadnienia, moja potylica zostaje wyszlifowana przez izotonik, który również postanowił opuścić plecak w tej radosnej chwili. Podejrzewam, że w pędzie, którzy odczuwałem w tym momencie nie pomyślałbym o zrobieniu, żadnej foty, a tak przytrafiła się okazja by strzelić pamiątkowe zdjęcie.</div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://4.bp.blogspot.com/-dgppXZRsu4k/V00-sCJdxbI/AAAAAAAAIo0/99YDQHHQIAcnlN4GTJBYt8abr5yT7xRzACKgB/s1600/IMG_1668.JPG"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://4.bp.blogspot.com/-dgppXZRsu4k/V00-sCJdxbI/AAAAAAAAIo0/99YDQHHQIAcnlN4GTJBYt8abr5yT7xRzACKgB/s400/IMG_1668.JPG" width="400" height="300" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Na około 8 kilometrów przed metą udaje się dogonić Krzyśka Mańkowskiego, który w ramach niesienia pomocy, osobom dotkniętym autyzmem postanowił przebiec wszystkie biegi Festiwalu Rzeźnickiego. Ze szczegółami akcji można się zapoznać na stronie <a href="http://www.siepomaga.pl/r/grandslam">http://www.siepomaga.pl/r/grandslam</a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Choć mamy sporo energii, już się nie spieszymy i wspólnie pokonujemy ostatnie kilometry, przekraczając metę, w sposób nieszablonowy.</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://3.bp.blogspot.com/-w-ShgJGszCU/V01MtYc5z5I/AAAAAAAAIpg/qCu6Epn4WNo_ZJNLurMs900-Qj-xm37rQCLcB/s1600/792.gif"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://3.bp.blogspot.com/-w-ShgJGszCU/V01MtYc5z5I/AAAAAAAAIpg/qCu6Epn4WNo_ZJNLurMs900-Qj-xm37rQCLcB/s320/792.gif" width="274" height="320" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://3.bp.blogspot.com/-ro3BrKQiiyQ/V00-sGtX3UI/AAAAAAAAIpQ/44QbkSRx4jEtcREt3k5_jvGnB5EQ1VnDgCKgB/s1600/IMG_1671.JPG"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://3.bp.blogspot.com/-ro3BrKQiiyQ/V00-sGtX3UI/AAAAAAAAIpQ/44QbkSRx4jEtcREt3k5_jvGnB5EQ1VnDgCKgB/s320/IMG_1671.JPG" width="256" height="320" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Dzięki Kelli i Andrzejowi, udało mi się dostać do Cisnej w miarę szybko, ponieważ meta była zakorkowana jak ulice w Szanghaju. Zapewniliście mi niezły, pozytywny strzał przed dotarciem do domu.</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Kolejny dzień, kolejny bieg, rozluźnienie mięśni, które po 84 kilometrach przypominały betonowe kloce. Ten bieg, postanawiam pokonać z Madzią, która pełna obaw, postanowiła wystartować w Biegu Rzeźniczka, oraz z Krzysztofem, który kończąc festiwalowego szlema, postawił na dobrą zabawę.</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://3.bp.blogspot.com/-R3ldzP5Lc2Q/V01Pq7HP1XI/AAAAAAAAIps/o82JGQ4IgsY8PDyJJCYEckp52z5Id2jpgCLcB/s1600/IMG_1672.JPG"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://3.bp.blogspot.com/-R3ldzP5Lc2Q/V01Pq7HP1XI/AAAAAAAAIps/o82JGQ4IgsY8PDyJJCYEckp52z5Id2jpgCLcB/s400/IMG_1672.JPG" width="400" height="300" border="0" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="https://2.bp.blogspot.com/-wjgOiG07acY/V00-s95l1PI/AAAAAAAAIpU/aSlzRyjnSrM6qquKX8GkJ_NvLJYcA4cgwCKgB/s1600/IMG_1682.JPG">t3<img loading="lazy" decoding="async" src="https://2.bp.blogspot.com/-wjgOiG07acY/V00-s95l1PI/AAAAAAAAIpU/aSlzRyjnSrM6qquKX8GkJ_NvLJYcA4cgwCKgB/s400/IMG_1682.JPG" width="300" height="400" border="0" /></a>e</div>
<p>&nbsp;</p>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Ostatnie kilometry Rzeźniczka były już tylko jednym wielkim śmiechem, niesionym przez nogi zmierzające do mety.  W tym przypadku, nie obyło się również bez udziwnień biegowych podczas przekraczania mety, która wywołuje dziwne reakcje biegowe.</div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Dziękuje dziewczyny &#8211; współtowarzyszki podróży, za wspaniały, pełen śmiechu weekend. Serdecznie Wam gratuluję Rzeźniczka ! Dziękuję Romanowi, który udowodnił, że jeśli się chce, to można. Fajnie, że nawet gdy milczeliśmy, potrafiliśmy się zgrać i skomunikować. Dzięki Krzysiek, za kupę śmiechu i jeszcze raz składam gratulację w obliczu Twoich dokonań (Jesteś PrzeKozakiem). Dzięki Dani, za towarzystwo na trasie, fajnie że mogliśmy z Tobą spędzić trochę czasu. Wszystkim, którzy spoglądali na nas jak na UFO, życzę więcej dystansu, a tym którzy zdobyli się na uśmiech i dobre słowo, przybijam wirtualną piątkę. Jeśli zastanawiacie się, czy warto rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady na bieg&#8230;zawsze WARTO ! <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://vegenerat-biegowy.com/rzeznicki-weekend/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">123</post-id>	</item>
		<item>
		<title>GWINT ULTRA CROSS 2016</title>
		<link>https://vegenerat-biegowy.com/gwint-ultra-cross-2016/</link>
					<comments>https://vegenerat-biegowy.com/gwint-ultra-cross-2016/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Przemysław Ignaszewski]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 May 2016 12:16:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://vegenerat-biegowy.pl/index.php/2016/05/10/gwint-ultra-cross-2016/</guid>

					<description><![CDATA[JMagiczne 100 mil ! Dla niektórych dystans nie do ogarnięcia myślami, a dla innych poprzeczka, którą sobie ustawiają by poddać się próbie. Co prawda biegałem już dłuższe odcinki, ale docelowo nigdy nie stałem na starcie, gdzie do pokonania było 161 kilometrów. Tak jak w zeszłym roku, postanowiłem z Jackiem zatrzymać się u Agaty, która również [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">JMagiczne 100 mil ! Dla niektórych dystans nie do ogarnięcia myślami, a dla innych poprzeczka, którą sobie ustawiają by poddać się próbie. Co prawda biegałem już dłuższe odcinki, ale docelowo nigdy nie stałem na starcie, gdzie do pokonania było 161 kilometrów. Tak jak w zeszłym roku, postanowiłem z Jackiem zatrzymać się u Agaty, która również zalicza się do grona szaleńców, biegających po kilkanaście godzin. Zabiegi przedbiegowe naturalnie obejmowały, porządne najedzenie się, gdzie na dzień przed startem wciągnąłem dużą pizzę i solidną porcję makaronu. Wiedziałem, że od porządnego paliwa zależy cały kolejny dzień i postawiłem na konkretne ładowanie. W piątek, w godzinach południowych, dorzuciłem do pieca wciągając przepyszne pierogi z soczewicą, które miały być kropką nad i.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-tg0JkAyc4q4/VzF46y7xQPI/AAAAAAAAIfQ/Gdm_8hUP6qgEsRJ0SNMSzFBWiqOa6WK6wCLcB/s1600/13198498_925611990871139_6312930849901263843_o.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="266" src="https://1.bp.blogspot.com/-tg0JkAyc4q4/VzF46y7xQPI/AAAAAAAAIfQ/Gdm_8hUP6qgEsRJ0SNMSzFBWiqOa6WK6wCLcB/s400/13198498_925611990871139_6312930849901263843_o.jpg" width="400" /></a></div>
<div style="text-align: justify;">
<div style="text-align: center;"><span style="font-size: x-small;">fot. Piotr Oleszak</span></div>
<div style="text-align: center;"><span style="font-size: x-small;"><br /></span></div>
</div>
<div style="text-align: justify;">Przed samym startem wszyscy starają się jakoś zrelaksować, by odsunąć od siebie czarne myśli. Zarówno Jacek startujący na 110 km, tak Agata i ja, ogarnięci jesteśmy przez stres. Wybija godzina 18:00 i ruszamy niespełna 100 osobową ekipą, by przez kilkanaście godzin przebierać nogami i walczyć ze swoimi słabościami. Od początku dystans pokonujemy z Veganowym Panem Bananem, który debiutuje na tym dystansie.</p>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-mDtkqR7poGw/VzHLobIcbyI/AAAAAAAAIfk/YyrUjF9jU4ksUexe5s7NtPQImv8nNNdvQCLcB/s1600/13173545_925613264204345_1077045371123421051_o.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="266" src="https://1.bp.blogspot.com/-mDtkqR7poGw/VzHLobIcbyI/AAAAAAAAIfk/YyrUjF9jU4ksUexe5s7NtPQImv8nNNdvQCLcB/s400/13173545_925613264204345_1077045371123421051_o.jpg" width="400" /></a></div>
<div style="text-align: center;"><span style="font-size: x-small;">fot. Piotr Oleszak</span></div>
<p>&nbsp;Staramy się biec zachowawczo, ale nogi niestety wyrywają do przodu. Pierwsze kilometry uciekają bardzo szybko, ale w nieco nerwowej atmosferze, gdyż borykam się z awarią bukłaka, który postanowił mi spłatać figiel i nie podawał płynu. Moimi myślami zaczynała już szarpać wizja pragnienia i kombinacji z transportowaniem wody. Na drugim punkcie udało się na szczęście usunąć usterkę i napój z rurki wydostawał się bez większych ekscesów. W okolicy 30 km zacząłem odczuwać bóle brzucha, czułem się słabo. W myślach zacząłem już układać plan zejścia z trasy. Nie wyobrażałem sobie pokonania 120 km w takim stanie.</p>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-R3ZwKtwvAxI/VzHMCfFK_EI/AAAAAAAAIfo/51Y-dzWoI2gOJr6jQld7kihs8SvozzQjwCLcB/s1600/IMG_0936.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://3.bp.blogspot.com/-R3ZwKtwvAxI/VzHMCfFK_EI/AAAAAAAAIfo/51Y-dzWoI2gOJr6jQld7kihs8SvozzQjwCLcB/s400/IMG_0936.JPG" width="300" /></a></div>
<p>W międzyczasie zastała nas noc, która zawsze serwuje te same widoki, przerażające obrazki, które swobodnie mogłyby być scenerią dobrego horroru. Na pierwszym przepaku (51 km ) nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Jak zwykle (choć nie mam pretensji do organizatorów) nie było nic wegańskiego do jedzenia. Rosół, który został mi zaproponowany, zaczął mi się odbijać, zanim pomyślałem o jego zjedzeniu. Wtem pojawiła się dobra Samarytanka, o imieniu Ewa, która poczęstowała nas przepyszną kaszą z warzywami. Dziękuję Droga Koleżanko, uratowałaś mi życie. Dopełnieniem szczęścia okazało się spożycie czarnego napoju, znanego jako najlepszy odrdzewiacz. Poczułem, że wraca chęć do biegania, wracają siły i cieszyłem się w duchu, że nie podjąłem decyzji o zejściu.</p>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-yngeOFZ5ZKw/VzHOHp7xcwI/AAAAAAAAIf4/RVTUgebEz281ww8ve8AHN8vCgHlih2yhgCLcB/s1600/13161848_925894870842851_7509392828206453735_o.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="266" src="https://2.bp.blogspot.com/-yngeOFZ5ZKw/VzHOHp7xcwI/AAAAAAAAIf4/RVTUgebEz281ww8ve8AHN8vCgHlih2yhgCLcB/s400/13161848_925894870842851_7509392828206453735_o.jpg" width="400" /></a></div>
<div style="text-align: center;"><span style="font-size: x-small;">fot. Piotr Oleszak</span></div>
<div style="text-align: justify;">W ciągu nocy, tylko raz się zagubiliśmy, co uważam za nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę, że jeden z zawodników wyprzedzał nas kilka razy w trakcie gdy my przemieszczaliśmy się jednostajnie. Około 5 godziny, zaczęły się problemy z sennością. Zdarzały mi się już odcięcia w trakcie biegania, ale zasnąć &#8222;na amen&#8221;, udało mi się po raz pierwszy. W pewnym momencie, moje ciało zaczęło się uginać, potykać o kępy trawy i uświadomiłem sobie, że dopadł mnie sen. Monotonia, &nbsp;11 godzin w biegu, dały znać o sobie i ciało zaczęło się buntować. Najważniejsze to się nie poddawać i zwalczyć to podkręcając tempo, lub sporą dawką kofeiny. W moim przypadku doszło do fuzji obydwu rozwiązań i zacząłem ciągnąć mocniej do przodu.&nbsp;</div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://4.bp.blogspot.com/-780gxxpLiOY/VzHPiXTs6BI/AAAAAAAAIgE/DfY54PdAOaUB8bagKE4ni5yoKlBgwPcbACLcB/s1600/IMG_0937.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://4.bp.blogspot.com/-780gxxpLiOY/VzHPiXTs6BI/AAAAAAAAIgE/DfY54PdAOaUB8bagKE4ni5yoKlBgwPcbACLcB/s400/IMG_0937.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Gdy zaczęło świtać, Łukasz (Veganowy Pan Banan) zaczął odczuwać skutki wcześniejszego przeziębienia, zmęczenia i zaczął zwalniać. Z racji tego, że byliśmy na 10 km przed drugim punktem przepakowym, postanowiliśmy że ja zrywam się do przodu, by wykorzystać ostatnie chłodne momenty poranka. Nie wiem jak to się stało, ale po przebiegniętych 95 kilometrach, nagle złapałem wiatr w &nbsp;żagle i leciałem jak na złamanie karku. W tamtym momencie nie zastanawiałem się nad tym, gdyż w głowie miałem jeden cel &nbsp;Wolsztyn.&nbsp;</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-cuuVaxzwbWc/VzHY0XBYk6I/AAAAAAAAIgg/URe5rLWZYQIuZvYUhhhXNWnEcH93LG12gCLcB/s1600/IMG_0938.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://1.bp.blogspot.com/-cuuVaxzwbWc/VzHY0XBYk6I/AAAAAAAAIgg/URe5rLWZYQIuZvYUhhhXNWnEcH93LG12gCLcB/s400/IMG_0938.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="text-align: justify;">Rewelacyjne powitanie w Fala Park, gdzie znów chciano uraczyć mnie zupą i ponownie pojawił się Anioł Stróż o imieniu Ewa, z potężną porcją kaszy. Szybki posiłek, zmiana outfitu na wersję plażową i można było zasuwać. Początkowo chciałem biec sam, ale wiedziałem że to może być zgubne. W tym samym czasie do punktu przybył Tomek, który gdzieś cały czas przewijał się obok nas na trasie. Postanowiliśmy pobiec razem, optymistycznie nastawieni, że przed nami już tylko 3 punkty i Meta <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Znaliśmy ten odcinek sprzed roku i wiedzieliśmy, że nie będzie prosto. Zdawaliśmy sobie sprawę, że czeka nas przeprawa przez kilka górek, które wcale nie ułatwią przedostania się na metę. Na pierwszym punkcie odżywczym meldujemy się w miarę szybko, choć nie ukrywam, że dostaliśmy na nim solidny wpierdol, poprzez liczne górki, i góreczki, które postanowiły nas zmęczyć naprzemiennie z palącym już słońcem.</div>
<div style="text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-LxCXSfXWH60/VzHY0tdX4lI/AAAAAAAAIgo/OiNOBXJJKZY5wPmSVJEggb3iAhFP9UvyQCLcB/s1600/IMG_0940.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://1.bp.blogspot.com/-LxCXSfXWH60/VzHY0tdX4lI/AAAAAAAAIgo/OiNOBXJJKZY5wPmSVJEggb3iAhFP9UvyQCLcB/s400/IMG_0940.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://1.bp.blogspot.com/-07YGbFNTpcM/VzHY0S66y1I/AAAAAAAAIgk/REX6bYrQnzU3CcZP1rKGWUnc2F1_oJGdACLcB/s1600/IMG_0939.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://1.bp.blogspot.com/-07YGbFNTpcM/VzHY0S66y1I/AAAAAAAAIgk/REX6bYrQnzU3CcZP1rKGWUnc2F1_oJGdACLcB/s400/IMG_0939.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Kolejne punkty mijaliśmy z równie dużym entuzjazmem i impetem. W każdym z tych punktów czekała na nas dziewczyna Tomka, która dopingiem dodawała nam ostrego kopniaka (Serdeczne dzięki Gosiu). Ostatni etap, który nam wydawał się być najłatwiejszym, przysporzył nam mnóstwo problemów. Tutaj najbardziej dało się we znaki słońce, które zaczęło palić niemiłosiernie. Niekiedy brakowało już sił, żeby sięgnąć po rurkę od bukłaka i napić się wody, która ogrzewana plecami, smakowała jak ściągnięta z kałuży. Przez cały czas wkurzamy się na karteczki, wiszące na drzewach, które miały nas informować o przebiegniętym dystansie. W tamtej chwili chyba wolałem polegać na moim zegarku, który już się wyłączył i pozostawił mnie w błogiej nieświadomości. Zbliżamy się do Nowego Tomyśla, czujemy już metę, ale cały czas nie widzimy magicznego przejścia na drugą stronę ulicy, skąd już zostają już tylko 3 kilometry. Jeszcze kilka górek, naście podbiegów, zakrętów i meta. Na kilometr przed metą, oglądam się i widzę, że jeden z zawodników, którego wyprzedziliśmy na trasie, stara się odrobić straty i swawolnie podąża w naszym kierunku. Komunikuję Tomkowi &#8222;Walczymy do końca&#8221; i sięgam po rezerwy sił i gnam bez opamiętania w kierunku Rynku, w tempie ok. 4:00/km. Szaleństwo, na metę wpadam przeskakując ją, szczęśliwy że udało się przebyć cały dystans bez żadnego urazu.&nbsp;</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-YbcDkjFebbY/VzHYz2m9jqI/AAAAAAAAIgc/dw5NXIXmwsUJqigrvMgxEfqBK6dEuMYtACLcB/s1600/13177881_1722403908038089_7707810657103625040_n.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="275" src="https://2.bp.blogspot.com/-YbcDkjFebbY/VzHYz2m9jqI/AAAAAAAAIgc/dw5NXIXmwsUJqigrvMgxEfqBK6dEuMYtACLcB/s400/13177881_1722403908038089_7707810657103625040_n.jpg" width="400" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-rtR8ga73N2s/VzHYzxpsxuI/AAAAAAAAIgU/FHEojbwGdd0pcj0caqppZ0TMVoB54SviQCLcB/s1600/13173834_1722403921371421_702452360442419476_n.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://3.bp.blogspot.com/-rtR8ga73N2s/VzHYzxpsxuI/AAAAAAAAIgU/FHEojbwGdd0pcj0caqppZ0TMVoB54SviQCLcB/s400/13173834_1722403921371421_702452360442419476_n.jpg" width="266" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Przygody jeszcze nie koniec, gdyż cały czas w biegu jest Agata, oraz Jacek biegnący 110 km. Agata przybiega po jakimś czasie, jako druga kobieta, co uważam jest niewąskim wyczynem na takim dystansie. Jackowi przebiegnięcie zajmuje odrobinę więcej czasu, ale najważniejsze, że się nie poddaje i leci do samego końca. Pamiętam swój pierwszy 147 Ultra, gdzie przez ostatnie 12 km maszerowałem, gdyż pęcherze uniemożliwiały mi jakikolwiek krok biegowy.&nbsp;</div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://2.bp.blogspot.com/-Zsx2fISXSps/VzHYz1lfuvI/AAAAAAAAIgY/4i1c_N0vKi40w28PO9sBuJZUzPmz6sk-QCLcB/s1600/IMG_0837.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"><img loading="lazy" decoding="async" border="0" height="400" src="https://2.bp.blogspot.com/-Zsx2fISXSps/VzHYz1lfuvI/AAAAAAAAIgY/4i1c_N0vKi40w28PO9sBuJZUzPmz6sk-QCLcB/s400/IMG_0837.JPG" width="300" /></a></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;"></div>
<div style="clear: both; text-align: justify;">Po piątkowo &#8211; sobotnim biegu pozostały świetne wspomnienia, brudne nogi, wspaniały medal, nowe znajomości i kolejne doświadczenie, które za każdym razem przybliża mnie do jeszcze lżejszego biegania. Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim za wsparcie, zarówno tym którzy byli na miejscu, jak i wszystkim wspierającym mnie na odległość. Dziękuję Madzi, za wyrozumiałość, gdy czasem wyjeżdżam na kilka dni i zostawiam ją ze wszystkim. Dziękuję Agata i Tomek za wspaniałe ( jak zwykle ) przyjęcie. Jacek dzięki za kolejną wspólną podróż i przygodę mam nadzieję, że nie ostatnią. Serdeczne podziękowania dla Ewy za kaszę i Asi, za to że oddała mi swoją porcję. Tomku i Gosiu, bardzo się cieszę, że Was poznałem-Wspaniała z Was para. Dziękuję Organizatorom i wszystkim Wolontariuszom na punktach, odwaliliście kawał dobrej roboty. Wracam na pewno za rok <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></div>
<div></div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://vegenerat-biegowy.com/gwint-ultra-cross-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">136</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
